wtorek, 22 listopada 2016

One – Shot! Percico [Leico]! 1/2 (albo 3) [Confused]

Uwagi: Przemoc, alkohol, zaburzenia odżywiania. Leo!18, Nico!17, reszta osób z Wielkiej Siódemki ma po 19 lat. Akcja dzieje się po wojnie z Gają, Leo nigdy nie był na wyspie u Kalipso.

Opis: Nico i Leo zaczęli ze sobą rozmawiać zaraz po tym, jak Annabeth z Percym wpadli do Tartaru. Od tamtego dogadują się naprawdę dobrze, tak dobrze, że... stworzyli coś poważniejszego. Miało być pięknie, Nico miał zapomnieć, ale zachowanie Valdeza czasem jest nie do zniesienia. Szczególnie wtedy, gdy się wkurzy. Lub upije.
_______________________________________

   Wygrana. Tak, to było świetne uczucie. Zabiłem kilku ostatnich przeciwników i spojrzałem w niebo, gdzie Jason i Piper zabili Gaję. Na moją twarz wstąpił delikatny uśmieszek, ale musiałem jeszcze upewnić się, że nikomu nic się nie stało. Z daleka dostrzegłem Percy'ego i Annabeth, którzy uściskali się radośnie, widziałem także Hazel. Zgadywałem, że Frank wciąż był atakowany przez potwory, ale i one powinny były zaraz się poddać. Pobiegłem pomóc reszcie, wyminąłem przy tym Willa, którego zignorowałem, gdy przypomniał mi, że powinienem odpoczywać. Gdy zobaczyłem Franka, odetchnąłem z ulgą. Został mi do znalezienia tylko Leo, ale on miał w zwyczaju znikać.
    – Nico! – usłyszałem z daleka. Odwróciłem się w stronę, z której usłyszałem głos i uśmiechnąłem się szeroko, widząc Leona. – Wygraliśmy! – Mocno mnie uściskał, przy okazji pewnie miażdżąc mi kilka kości.
   Objąłem go najmocniej, jak tylko potrafiłem, a on uniósł mnie i zaczął obracać. Zaśmiałem się cicho i odchyliłem głowę, a Leo, korzystając z okazji, pocałował mój policzek. Wymieniłem z nim znajome spojrzenie i pocałowałem go namiętnie, pieczętując nasze zwycięstwo... oraz nasz związek.
   Leo odstawił mnie na miejsce, ale ja wciąż przylegałem do jego boku. Byłem od niego niższy tylko o kilka centymetrów, więc mogłem złożyć drobny pocałunek na jego szyi. Uśmiechnął się szeroko i wciąż wpatrywał w niebo, które było jasnoniebieskie i bezchmurne. Obserwowałem dokładnie jego mimikę twarzy, dopóki kolejna osoba nie zaczęła biec w naszym kierunku.
    – Leo, Nico! – Hazel mocno nas uściskała, a za nią biegł Frank. – Plutonie, nie mogę w to uwierzyć! – Przytuliliśmy się, a do nas dołączył chłopak Hazel.
    – Halo, my też chcemy! – krzyknął Jason, ciągnąc za sobą Piper.
    – My tak samo! – usłyszałem także głos Percy'ego.
   Wszyscy zaśmialiśmy się, gdy staliśmy w kole i obejmowaliśmy się ramionami. Można by rzec, że to było idealne zakończenie wszystkiego złego, co nas spotkało – obdrapani, zmęczeni, ale szczęśliwi byliśmy wszyscy razem. Przywiązałem się do każdego z osobna i wiem, że nie pogodziłbym się ze stratą kogokolwiek z tego towarzystwa. Leo był mi najbliższy, bo to on wspierał mnie wtedy, gdy Percy i Annabeth spadli do Tartaru, ale bez reszty też bym sobie nie poradził. Uniosłem kąciki swoich ust i zerknąłem na Percy'ego, a on posłał mi jeden z większych swoich uśmiechów.
    – Po tym wszystkim... zjadłbym coś – wyznał Percy, a wszyscy się zaśmiali.
    – Niech zgadnę... może niebieskie naleśniki? – podsunęła Annabeth, a Percy oblizał usta, udając rozmarzonego.
    – Och, tak. Z taką dobrą polewą... – Przymknął oczy, a Ann wywróciła oczami.
   Dostrzegłem jakiś ruch za Percym i zmarszczyłem brwi. To na pewno nie był potwór, ale... jakieś niezidentyfikowane światło. Ruchem głowy pokazałem reszcie, że coś było nie tak, a oni obrócili się dokładnie w chwili, gdy ze światła ujawniła się Afrodyta.
    – Wiedziałam, że prawdziwa miłość zwycięży! – Uśmiechnęła się, a ja otworzyłem szeroko oczy. Prawie zapomniałem, że Afrodyta była tak piękna, ale teraz dobitnie mi to przypomniała.
    – Mamo... co ty tu robisz? – spytała zdezorientowana Piper.
   Afrodyta popatrzyła na nią z nikłym uśmiechem, a następnie wyciągnęła z torebki, którą miała na ramieniu, lustereczko i przejrzała się w nim.
    – Zapraszam was na posiłek na Olimpie! Musicie zostać nagrodzeni za to, co zrobiliście! – Percy wybałuszył na nią oczy.
    – Posiłek... na Olimpie? – spytał niedowierzająco.
   Afrodyta zaśmiała się serdecznie.
    – Oczywiście. Będzie tam też twój krowi przyjaciel, jak ty go nazwałeś... Nessie? – Percy ochoczo pokiwał głową. – Ruszajmy więc!

*** 

    – Jestem z ciebie dumny, Synu. – Hades położył swoją dłoń na moim ramieniu. Pokiwałem głową, mając ją wysoko, dumnie, by pokazać mu, że nie byłem dzieckiem. – Mam nadzieję, że teraz będziesz szczęśliwy – prawie że wyszeptał.
   Miałem wielką ochotę go przytulić, ale nie chciałem naruszać jego strefy osobistej, poza tym nie wiedziałem, jak by na to zareagował. Hades nie wydawał się dobrą osobą do przytulania, a to, że byłem jego synem, raczej nie zmieniało jego nastawienia do kontaktu fizycznego.
    – Dziękuję, tato. – Uśmiechnąłem się w jego stronę, a on odwzajemnił uśmiech i odszedł w tłum bogów, którzy tańczyli.
   Odetchnąłem głęboko, czując się szczęśliwy. Udało mi się zadowolić ojca, co od początku mojego życia wydawało mi się niemożliwe do zrobienia, brałem udział w największej bitwie stulecia oraz pomogłem w wygraniu jej, znalazłem chłopaka, który potrafił rozbawić mnie do łez i zdobyłem przyjaciół. Życie stało przede mną otworem, a z Leonem przy boku czułem się pewniej i to on w jakiś sposób pokazał mi, jak kochać życie.
    – Nico di Angelo. – Afrodyta pojawiła się przede mną tak nagle, że prawie wylałem szampana z kieliszka. – Powiedziałeś Zeusowi, że pragniesz mojej pomocy. Więc jestem do twoich usług. – Uśmiechnąłem się do niej i odgarnąłem przydługie włosy z twarzy.
    – Bo... jest taka sprawa – zacząłem nerwowo. – Chciałbym zamieszkać z Leonem na Manhattanie i...
    – Och, obserwuję wasz związek od początku! – Afrodyta śmiesznie uniosła swój głos. – Jesteście rozkoszną parą, obydwoje przeżyliście istne piekło, a to się ceni w dzisiejszych czasach. – Upiła łyk swojego szampana.
    – Chciałbym pracować jako... fryzjer. Ale, nie mam czasu na kurs, ani za bardzo... możliwości? – powiedziałem, a Afrodyta słuchała mnie z uwagą. – Czy mogłabyś mnie nauczyć strzyc i innych takich? – spytałem niepewnie.
   Afrodyta złapała mnie za ramię i wyprowadziła z sali. Rzuciłem uspokajające spojrzenie Leonowi, który zmarszczył brwi, gdy nas zobaczył. Myślałem, że się przewidziałem, gdy zobaczyłem, że nagle znaleźliśmy się w salonie fryzjerskim. Zamrugałem oczami kilkukrotnie, ale obraz się nie zmienił.
    – Okej, potrzebujesz praktyki. – Kiedy już chciałem zaprotestować i powiedzieć, że ja nic nie potrafiłem, uciszyła mnie. – Zaufaj mi.
   Pokiwałem głową i robiłem wszystko z jej instrukcjami. Pierw strzygłem perukę, która umocowana była na sztucznej głowie, a potem Afrodyta zmieniła postać na małą dziewczynkę i kazała mi się obciąć. Myślałem, że obetnę jej ucho, ponieważ tak trzęsły mi się ręce, ale ona wymamrotała coś po starogrecku i się uspokoiłem.
   Po kilkunastu próbach uznała, że stworzyła najlepszego fryzjera na Ziemi, a ja nie potrafiłem zaprzeczyć. Bogom się nie zaprzecza, a zwłaszcza wtedy, gdy to oni cię czegoś uczą.

***

   Wysłuchiwałem opowieści Leo o jego pracy podczas robienia herbaty dla nas obojga. Uśmiechałem się pod nosem, po już po dwóch miesiącach mieszkania razem uzbieraliśmy sporo pieniędzy – to dlatego, że zarówno ja, jak i Leo, pracowaliśmy ciężko. Mieliśmy dla siebie niedziele albo ja dostawałem czasami dni wolnego w środku tygodnia. 
    – Moja szefowa jest świetną osobą – powiedziałem, kładąc kubki z herbatą na stole w salonie. – Mówi, że pracuję za dwóch i nawet zastanawiała się nad podwyżką dla mnie. – Leo pocałował mnie w policzek. 
    – To fantastycznie. Ten znajomy Hefajstosa, co u niego pracuję, bardzo mnie wychwala i dosłownie powiedział: „Gdzieś ty był przez całe moje życie? Gdybym wiedział, że herosi mogą być tak uzdolnieni, od razu bym kogoś zabrał z Obozu Herosów”. – Zaśmiał się, a ja upiłem łyka napoju. 
   Od jakiegoś czasu bardzo często popijałem czarną herbatę, lubiłem do niej jakieś herbatniki, ale aktualnie nie mieliśmy ich w domu. Leo wypił prawie połowę zawartości kubka, ignorując to, że gorąc mógł wypalić mu język. On raczej nie zwracał uwagi na to, czy coś było zimne czy piekielnie gorące. 
   Zaczęliśmy rozmawiać jak zwykle, dzisiaj był czwartek, co oznaczało, że obydwoje jutro znowu będziemy musieli iść do pracy. Złapałem Leo nieśmiało za rękę i przez chwilę obserwowałem jego opaloną skórę. Moja blada dłoń w porównaniu z jego wyglądała na nienaturalnie białą, choć w rzeczywistości i tak się już trochę opaliłem. 
   Po wypiciu herbat Leo jeszcze chwilę opowiadał o swojej pracy, a potem zaproponował mi wspólny prysznic. Oczywiście się zgodziłem i już po chwili znajdowaliśmy się w łazience. Leo zdjął najpierw moją, a potem swoją koszulkę. Rozebraliśmy się w szybkim tempie i weszliśmy do kabiny prysznicowej, gdzie ustawiłem wodę na zwykłą ciepłą, nie lubiłem brać gorących pryszniców. 
   Leo zaczął mnie całować, a ja od razu zrozumiałem, o co mu chodziło. Nie uprawialiśmy seksu pierwszy raz, ale jeszcze nigdy nie zdarzyło nam się tego robić pod prysznicem. Leo przycisnął mnie do nieprzyjemnie zimnej ściany, zacząwszy namiętniej całować. Dłońmi zszedł na moje biodra, potem na mój tyłek, a ja jęknąłem najciszej, jak się dało, gdy go ścisnął. 
   Na tym kończyły się przyjemności. Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że seks bez wcześniejszego nawilżenia i przygotowania będzie wspaniały, ale ból był ogromny. Przyzwyczaiłem się do niego po jakimś czasie, ale prawdziwa przyjemność nie nastąpiła. Leo ignorował moje potrzeby i poruszał się jeszcze szybciej i boleśniej. 
   Po wszystkim tłumaczyłem sobie, że takie rzeczy się zdarzają. Ważne było to, że zadowoliłem Leo, który zasnął dość szybko, a ja mogłem obserwować jego błogi wyraz twarzy.

***

   Po tygodniu, w piątek, zaczynałem sprzątać po pracy, bo ostatnio nie miałem na to czasu. Zdążyłem zapomnieć o nieprzyjemnym incydencie z Leo w poprzednim tygodniu, przez następne dni był dla mnie kochany i miły jak zawsze. Czasami przyłapywałem go na nerwowym bawieniu się palcami, ale tłumaczyłem sobie, że był herosem z ADHD – był także nadpobudliwy. Wszystko wydawało mi się względnie dobrze. 
   Usłyszałem głośne trzaśnięcie drzwiami i od razu chciałem podejść do nich, by sprawdzić, kto przyszedł, choć spodziewałem się Leo. Właśnie go zastałem, ale nie miałem chwili na przywitanie się z nim, bo od razu przycisnął mnie do ściany i zaczął całować. Oddawałem każdy pocałunek, ale wciąż byłem niedoinformowany i zdziwiony. Leo dłońmi od razu wszedł pod moją koszulkę i uniósł mnie za biodra. Skierował się do naszej sypialni i wręcz rzucił mną o materac. 
   Ściągnął moją koszulkę i nagryzł moje ucho, na co jęknąłem cicho. Pozbył się swojej koszulki i usiadł na moich biodrach, przytrzymując moje dłonie na wysokości twarzy. Widziałem, jak bardzo zły był; zmrużone oczy i chęć mordu w oczach nie wróżyła nic dobrego. Obrócił mnie i klepnął w tyłek, na co pisnąłem. Nie lubiłem tego i już podczas naszego pierwszego razu mówiłem mu o tym. 
    – Zamknij się – rzucił chłodno, zrywając ze mnie spodnie. 
   Rozszerzyłem swoje oczy, ale nie miałem nawet czasu na bronienie się, bo Leo złapał moje włosy i pociągnął za nie. Starałem się nie wydać z siebie żadnego dźwięku, żeby go nie wkurzyć jeszcze bardziej. Nie wiedziałem, jak z miłego i kochanego chłopaka mógł zmienić się w brutalnego kochanka. 
   Dalej było jeszcze gorzej, a za każdym razem, gdy z ust uciekał mi jęk, Leo kazał mi się zamknąć. Używał różnych określeń, jednak najbardziej zabolało kurwa oraz dziwka. Chciałem być silny i nie pozwoliłem sobie na łzy, nawet wtedy, gdy Leo uderzał w moje pośladki z podwojoną siłą. Cały czas powtarzałem sobie w myślach: „On mnie kocha, kocha mnie” i udało mi się wytrwać. 
   Leo ułożył się obok mnie, nawet na mnie nie zerkając. Poczułem się wykorzystany, byłem obolały i nie miałem na nic ochoty. Nie doszedłem podczas tego seksu w przeciwieństwie do Leo, nawet nie poczułem żadnej przyjemności. Wziąłem kołdrę i powoli pod nią wszedłem, chcąc odpłynąć, by zapomnieć o tym dniu. 
   Serce mnie bolało, kiedy zdecydowałem się powiedzieć Leo, że to nie było w porządku. Leon wtedy przeprosił i przytulił mnie, ale ja nie ufałem mu już tak jak wcześniej. Zasnąłem po jakimś czasie, a samotna łza spłynęła powoli po moim policzku. 

***

   Po sprzątaniu zacząłem podliczać wszystkie uzbierane pieniądze w pracy. Spędziłem dwie dodatkowe godziny w salonie na prośbę szefowej, a chciałem wrócić do domu, żeby spędzić czas z Leo. Wiedziałem, że teraz najprawdopodobniej siedział sam w mieszkaniu i oglądał telewizję albo robił coś równie bezużytecznego. Można powiedzieć, że wybaczyłem mu to, co stało się jakieś pięć dni temu. Nie chciałem wszczynać kłótni, a on wytłumaczył się, mówiąc, że miał naprawdę zły dzień w pracy. 
   Nie napisałem do niego, że miałem wrócić późną porą – on także tego nie robił. Skupiłem się na swoich obowiązkach, żeby po prostu jak najszybciej to wszystko zakończyć. Dokładnie trzy godziny po właściwym zakończeniu mojej pracy, zamknąłem salon fryzjerski i pomknąłem na autobus do domu. 
   Byłem za młody na prawo jazdy, już i tak Afrodyta musiała zaczarować szefową, by ta nie zadawała pytań związanych z moim wiekiem. Właściwie, miałem już jakieś siedemdziesiąt lat, więc nie powinna się czepiać. Wyciągnąłem klucz od domu z kieszeni spodni i otworzyłem drzwi wejściowe, wzdychając. Było już ciemno na dworze i dobrze zrobiło mi się na myśl spędzenia chociaż godziny w miłym towarzystwie. 
   Moje nozdrza wyczuły wyraźny zapach alkoholu, na co zmarszczyłem brwi. Pomyślałem, że Leo mógł zaprosić znajomych, ale nie słyszałem żadnych głosów prócz tego Leona. Wszedłem do salonu i zobaczyłem, jak Leo mówił do jednego obrazu, a w dłoni trzymał butelkę piwa. Z tego, co widziałem, wypił ich już z cztery. Przez chwilę nie wiedziałem, co powinienem zrobić. Nigdy nie miałem kontaktu z pijanymi ludźmi, poza tym bałem się, że Leo może mi coś zrobić. 
   Wycofałem się do łazienki i zagryzłem wargi, wybierając numer osoby, która mogłaby mi pomóc. Zastanawiałem się, czy wyjdę na tak niedoświadczonego, jak naprawdę byłem, kiedy moje rozmyślania przerwał głos. 
    – Nico? – spytał Percy, a ja odetchnąłem z ulgą, że odebrał. 
    – Tak, to ja. – Zagryzłem wnętrze swoich policzków. – Mam do ciebie małe pytanie, okej? – dopytałem, wychylając się za drzwi, by zobaczyć, czy Leo się do mnie nie zliżał. 
    – Okej, mów – polecił. 
    – B-bo jest taka sprawa... Leo się upił? – Bardziej spytałem, niż stwierdziłem. – I nie do końca wiem, co powinienem zrobić. – Poczułem, że na moje policzki wkrada się niechciany rumieniec. 
   Przez kilka sekund nie słyszałem odpowiedzi i, gdy już myślałem, że nas rozłączyło, usłyszałem głos Percy'ego. 
    – Myślę, że powinieneś go położyć. Mój ojczym, Gabe, gdy się upijał, często zasypiał od razu, gdy kładłem go na łóżku. – Odetchnąłem z ulgą. – Jeżeli będzie agresywny, to nie reaguj, żeby go nie zezłościć. – Pokiwałem głową, choć nie mógł tego zobaczyć. – Dasz mi znać, jak ci poszło? – spytał, a na moją twarz mimowolnie wkradł się uśmiech. 
    – Tak, napiszę do ciebie po wszystkim – zapewniłem. – Dziękuję, Percy – dodałem. 
   Rozłączyłem się i wyszedłem z łazienki. Nie słyszałem Leo, więc miałem nadzieję, że sam zasnął i nie będę miał zbyt wielu rzeczy do roboty. Niestety, gdy tylko wkroczyłem do salonu, przycisnął mnie do ściany za kołnierz mojej koszuli i podniósł dłoń. 
    – A gdzei ty byeś – wymamrotał, a ja zmrużyłem oczy przez smród alkoholu i jego uniesioną rękę. 
   Wyglądał, jakby chciał mnie uderzyć, ale po prostu upadł przede mną i trzymał moje nogi. Po kilkusekundowym zawahaniu zabrałem go do naszej sypialni i ułożyłem pod kołdrą. Wyszedłem z pomieszczenia, wcześniej zabierając ze sobą poduszkę i koc z szafy, postanawiając dzisiaj spać na kanapie w salonie. Nie chciałem spać w tym samym łóżku, co pijana osoba. 
   Przygotowałem dla siebie miejsce i posprzątałem po Leonie najciszej, jak tylko potrafiłem. Wyciągnąłem telefon i napisałem do Percy'ego: 

Wszystko okej. Jeszcze raz dziękuję. :) 

   Nie czekałem długo na odpowiedź, bo tylko minutę. 

Ufff, to świetnie. Skoro już zadzwoniłeś, może chciałbyś się spotkać w tę sobotę? Mam wolne oraz znam fajną kawiarnię :D 

   Uśmiechnąłem się delikatnie i okryłem kocem. Dawno nie rozmawiałem z Percym i musiałem przyznać to, że mi go trochę brakowało. Za dzieciaka żywiłem do niego silniejszym uczuciem, a teraz ono wygasło – a może raczej przygasło? 

   Pewnie. :)) Wyślij mi adres kawiarni jutro, ustalimy też szczegóły.

   Zasnąłem z uśmiechem, wcześniej podłączając telefon do ładowania, by jutro na pewno móc się skontaktować z Percym Jacksonem. 

***

   Poprawiłem swój czarny sweter, zanim wszedłem do kawiarni. Nigdy tu nie byłem, okolica także była mi nieznana, dlatego spóźniłem się na spotkanie jakieś pięć minut. Rozejrzałem się po pomieszczeniu i dostrzegłem Percy'ego w kącie, który przeglądał menu i nie zwracał uwagi na rzeczywistość. Przywitałem się ze sprzedawczynią i ruszyłem w kierunku Percy'ego, jeszcze raz poprawiając rękawy swetra. 
    – Hej – przywitałem się nieśmiało, a Percy od razu spojrzał na mnie i się uśmiechnąłem. – Przepraszam za spóźnienie, nigdy tu nie byłem i miałem problem z dojazdem – wyznałem, a Percy pokiwał głową ze zrozumieniem. 
    – Nic się nie stało. – Percy przypatrywał mi się uważnie, co od razu wychwyciłem. Odgarnąłem swoje włosy z twarzy i próbowałem zatuszować zdenerwowanie, jakie mną targało. Nie często miałem okazję rozmawiać z nim sam na sam i bałem się, jak wszystko się potoczy. – Jak tam z Leo? Miał dobrą wymówkę? – zaśmiał się, a ja po prostu uniosłem kąciki moich ust bez większego zapału. 
    – Tak jakby. Kiepską, ale lepsza taka niż żadna. – Wzruszyłem ramionami. 
    – I to się nazywa dobre nastawienie. – Percy wskazał na mnie ze śmieszną miną, a ja uśmiechnąłem się prawdziwiej. – Teraz między wami wszystko dobrze? 
   Zastanawiałem się, co znaczyła dla niego definicja słowa „dobrze” i pokiwałem wolno głową. 
    – Tak myślę – odparłem. – A jak u ciebie i Annabeth? – spytałem, a w tym momencie podeszła kelnerka. 
   Poprosiłem Percy'ego, żeby zamówił za mnie, bo ja nie znałem tutejszego menu. Percy wybrał dla nas po kawałku sernika i do tego dwie kawy rozpuszczalne. Pracownica poszła realizować zamówienie, a Percy roztrzepał swoje włosy. 
    – Nie ma jej całymi dniami w pracy i się nudzę. – Wystawił język i spojrzał w górę, próbując zobrazować swoje uczucia. – Ale chociaż nie narzekamy na brak pieniędzy. A pomiędzy nami wszystko okej, tylko no... brak czasu. – Pokiwałem wolno głową i zagryzłem wargę. 
    – Annabeth od zawsze była ambitna. Można było spodziewać się tego po niej. – Percy przyznał mi rację. 
    – W weekendy często jeździ na Olimp, by tam pomagać. A w ciągu tygodnia także pracuje. – Kelnerka przyniosła nam nasze zamówienie. – Ale tak, masz rację. Można było się tego spodziewać. – Wysłał ku mnie uśmiech. 
   Zaczęliśmy rozmawiać na inne tematy, a atmosfera robiła się coraz przyjemniejsza. Sernik poprawił mój nastrój, bo był wręcz wybitny, a Percy... po prostu się starał. Spędziłem z nim naprawdę miły czas, przy okazji dowiedziałem się też, że u bogów wszystko było w jak najlepszym porządku i nawet udało im się powstrzymać większość potworów przed najeżdżaniem Ziemi. To wyjaśniało to, że tylko raz zostałem zmuszony do ucieczki przed jednym, mało szkodliwym potworem w mieście. 
   Pożegnałem się z Percym i ruszyłem do domu, mając nadzieję, że teraz każdy kolejny dzień będzie wyglądał coraz lepiej. Chciałem także dalej utrzymywać kontakt z Percym, bo rozmowa z nim pozwoliła mi na oderwanie się od rzeczywistości. 

***

   W następnym tygodniu, a dokładniej w niedzielę, chciałem zrobić Leonowi niespodziankę dzień po naszym seksie i przygotować dla niego śniadanie. Założyłem na siebie tylko bokserki, bo nie miałem większych problemów przed pokazywaniem się przed nim. Wczoraj widział mnie kompletnie nagiego, więc czego miałem się wstydzić? 
   Gdy zacząłem robić dla nas omlety, usłyszałem, że wstał i zmierzał w moim kierunku. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, bo przypomniałem sobie wczorajszy wieczór i to, jak bardzo się o mnie troszczył i... 
    – Powinieneś jeść mniej – powiedział ozięble. – Ostatnio ci się przytyło. 
   Zmarszczyłem brwi i popatrzyłem na swoje ciało. 
    – Mam niedowagę – wyznałem, wciąż mając zmarszczone brwi. 
    – I tak jesteś gruby – mruknął, wracając do pokoju po tym, jak napił się soku. 
   Byłem zdezorientowany i jeszcze raz zerknąłem na swój brzuch. Dzięki walce i ćwiczeniom miałem lekkie mięśnie brzucha, ale nie dbałem o nie za bardzo. Żebra były leciutko widoczne, a ja uznawałem za sukces to, że trzeba było się przyjrzeć, żeby je zobaczyć. Chciałem osiągnąć prawidłową wagę, ale po komentarzu Leo zastanowiłem się, czy może... wychudzony byłem lepszy? 
   Nie spodziewałem się po nim takich słów i z mniejszym optymizmem przyniosłem mu śniadanie. Usiadłem przy biurku i włączyłem niedawno zakupionego laptopa. Uruchomiłem przeglądarkę, żeby poprzeglądać parę diet, może jakieś ćwiczenia. Sięgnąłem jeszcze po koszulkę, żeby Leo nie musiał oglądać mnie, kiedy byłem dla niego za gruby. Zacząłem jeść omleta bez apetytu, po prostu chciałem zapełnić żołądek. 
   Znalazłem kilka stron o tematyce „pro ana” i zacząłem dokładnie o niej czytać. Obserwowałem zdjęcia chudych dziewczyn i chłopaków i zerknąłem potem na siebie – do ideału nie było mi aż tak daleko. Pomyślałem sobie, że wtedy będę podobać się Leonowi, kiedy schudnę. Zagryzłem wargę i niechętnie dokończyłem swojego omleta. Od jutra, poniedziałku, miałem plan zacząć dietę i wreszcie przypodobać się Lenowi. 
   Nie miałem okazji nawet usłyszeć od niego słowa na temat tego pomysłu, bo Leo już wyszedł. Nie powiedział mi, gdzie się wybierał, a ja nie chciałem być nachalny. Zastanowiłem się nad swoim zachowaniem i spróbowałem jeszcze raz przeanalizować wszystko od naszej przeprowadzki. Może spędzałem z Leo za mało czasu? Może potrzebował znajomych, a ja zacząłem być obciążeniem? Może już go nie pociągałem? 
   To wszystko było takie głupie. Moja waga nie powinna mieć dla niego większego znaczenia, dopóki nie stała na przeszkodzie mojemu zdrowiu. Położyłem się i opatuliłem szczelnie kołdrą, nie chcąc dzisiaj nigdzie wychodzić. Poczułem się po prostu brzydki i niekochany, nie mogłem siebie o to winić. Każdemu mogły zdarzyć się gorsze dni, mnie także. 
   Myślałem nad wszystkim jakąś godzinę, zanim nie zasnąłem ze zmęczenia. Śnił mi się chyba Tartar, ale... nie bolał mnie on tak mocno, jak zabolały mnie słowa Leona.

***

W piątek szedłem do domu z opuszczoną głową, mając jednocześnie dłonie głęboko schowane w kieszeniach spodni. Po całym dniu pracy chciałem odpocząć albo porozmawiać, obydwie opcje by mnie zadowoliły. Z rana zjadłem tylko jabłko na szybko, a obiad sobie odpuściłem, by przypadkiem nie przytyć. Przez to musiałem robić sobie kilkuminutowe przerwy w pracy, bo brakowało mi energii. Ale chciałem schudnąć, dla mojego związku z Leo. 
   Gdy tylko przekroczyłem próg domu, dostałem SMS-a. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i odczytałem: 

Hej, Nico :D Chciałbyś wyjść może na spacer? 

   Odpisałem Percy'emu, że z wielką chęcią się z nim spotkam. Napisał mi, gdzie się znajdował, a ja z przyjemnością odpisałem, że był całkiem niedaleko mojego mieszkania. Nawet się nie przebrałem, tylko znów wyszedłem na świeże powietrze, mogąc odetchnąć ze spokojem. 
   Zobaczyłem Percy'ego jakieś dziesięć minut później, jak zmierzał ku mnie, ubrany w rozpiętą, niebieską bluzę i czarne spodnie. Przywitałem się z nim i zaczęliśmy chodzić pierw po parku, a potem między uliczkami. Percy opowiadał mi o tym, że spotkał się ostatnio z Jasonem i Piper i wspominał o tym, że kontaktował się z Tysonem przez Iryfon. Uśmiechnąłem się, jakbym był nieobecny i nadal się nie odzywałem. 
   Starałem się dorównać kroku Percy'emu, ale czasami nie dawałem rady i zwalniałem. Czułem na sobie uważny wzrok Percy'ego i skuliłem się, jakbym był brzydki. Zastanawiałem się, czy Percy też tak uważał. Może on także sądził, że byłem za gruby albo po prostu obrzydliwy? Odgoniłem od siebie te myśli i potrząsnąłem głową, by je z siebie wyrzucić. Spojrzałem na Percy'ego, który nie krył się z tym, że mnie obserwował. 
    – Idę do sklepu. Chcesz drożdżówkę albo batonika? – zaproponował. 
    – Nie, dziękuję – odmówiłem, choć byłem bardzo głodny. 
   Percy nie kłócił się i wszedł do budynku, a ja oparłem się o ścianę i odchyliłem głowę. Źle się czułem, miałem mroczki przed oczami, a nogi były jak z waty. Rozejrzałem się za okoliczną ławką, ale takowej nie znalazłem, więc tylko zacisnąłem dłonie w pięści i stałem jeszcze o własnych siłach. Przeszło mi przez myśl, że zwykła przekąska nie byłaby taka zła, poza tym drożdżówka nie mogła mieć aż tak wiele kalorii... prawda? Zagryzłem wargę. 
   Westchnąłem ciężko i sprawdziłem, czy Percy już stał przy kasie. Zobaczyłem, jak już płacił za produkty i ułożyłem dłonie na kolanach. Wziąłem kilka głębszych oddechów, a Percy wyszedł ze sklepu i stanął przy mnie. 
    – Wszystko dobrze? – spytał, chwytając moje ramię, a ja niemrawo kiwnąłem głową. 
    – Po prostu... słabo mi – szepnąłem. 
   Wstałem na równe nogi i świat od razu zaczął wirować. Percy natychmiastowo złapał mnie w pasie i przerzucił moje ramię przez swoją szyję. 
    – Pójdziemy do mnie i wtedy odpoczniesz – powiedział, a ja nieprzytomnie znowu kiwnąłem głową. – Nico, jadłeś coś? – spytał, a ja nie odpowiedziałem. – W takim razie, zaraz ci coś przygotuję – oświadczył, nie miałem nawet sił, żeby zaprzeczyć. 
   Nie wiem dokładnie kiedy i jak, ale dostaliśmy się do jego domu. Percy położył mnie na kanapie w salonie, samemu idąc gdzieś indziej, prawdopodobnie do kuchni. Zdjąłem wolno swoją bluzę i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Dostrzegłem płaski telewizor naprzeciwko mnie, a droga do niego była oddzielona przez mały stoliczek, podobny do tego, który kupiliśmy z Leo. Zobaczyłem niebieski dywan i uśmiechnąłem się na myśl, że to pewnie Percy go wybrał. 
    – Dziękuję – powiedziałem, gdy Percy zaprosił mnie do stołu i postawił na nim tosty francuskie i herbatę. 
    – Robi się już ciemno – otworzył okno, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza. – Jeżeli chcesz, możesz tutaj zanocować. Z tego co wiem, to twoja praca jest niedaleko, więc na spokojnie do niej zdążysz. – Zmarszczyłem brwi w zamyśleniu. 
    – Zostanę. – Ja naprawdę nie chciałem wracać do Leo. 

***

   Następnego dnia wracałem z pracy z uśmiechem na twarzy. Była sobota, więc kończyłem wcześniej, choć naprawdę klienci byli bardzo mili i mogłem z nimi porozmawiać. Rano napisałem Leo, że noc spędziłem u Percy'ego i, że nic mi się nie działo, więc nie sądziłem, że będzie zły. Wszedłem do domu nadal z uśmiechem, będąc w jakimś stopniu szczęśliwy. 
   Od razu przywitał mnie Leo, któremu końcówki włosów się zapaliły ze złości. Nie dał mi nic sobie wytłumaczyć, tylko uderzył mnie w policzek z pięści. Poleciałem na ścianę, w ostatniej chwili amortyzując upadek. Spojrzałem na Leo ze złością i strachem, a on wpatrywał się we mnie... z nutką współczucia. 
    – Nico, bo ja... – wyszeptał i chciał coś powiedzieć, ale ja wyminąłem go i wbiegłem do łazienki. 
   Zamknąłem drzwi na klucz i usiadłem na ziemi, łapiąc się za obolałą część ciała. Nie docierało do mnie to, co się przed chwilą stało. Tylko ból przypominał mi o uczynku Leo. Siedziałem z zaciśniętymi kolanami do klatki piersiowej jeszcze kilka minut, zanim stwierdziłem, że wypadałoby się przejrzeć w lustrze. 
   Policzek był opuchnięty i mógłbym się założyć, że na następny dzień będzie w odcieniu fioletowego. Spojrzałem na niego i łzy same pociekły mi na myśl, że zrobiła mi to osoba, którą kochałem. Która mnie kochała. Nawet nie wiedziałem, co zrobiłem źle – nie nakrzyczał na mnie, tym bardziej nie porozmawiał. Mogłem tylko domyślać się, że to dlatego, że nie wróciłem do domu na noc, ale to nie wyjaśniało jego zachowania. 
   Po jakiejś pół godzinie wyszedłem z łazienki. Wychyliłem głowę, by spojrzeć na salon i Leo mnie zauważył. Od razu zaczął do mnie podchodzić z troskliwym wyrazem twarzy, a ja osłoniłem swoją twarz. 
    – Zostaw mnie – szepnąłem, kiedy próbował mnie przytulić. On jednak nie zaprzestał, po prostu użył większej siły i objął mnie ramionami. – Zostaw... – dodałem, pociągając nosem. 
    – Skarbie, tak bardzo cię przepraszam – szepnął wprost do mojego ucha. – Ja nie chciałem, nie panowałem nad sobą... ja... – Mocniej mnie ścisnął. – Tak strasznie przepraszam. 
   Niepewnie go objąłem i zacząłem płakać, nie miałem na to wszystko siły. Chciałem wierzyć, że wszystko będzie dobrze, że znowu będzie tak jak dawniej. Leo kołysał nami delikatniej, żeby mnie uspokoić, a ja trzymałem twarz blisko jego skóry, wdychając jej zapach. Zapach Leo kojarzył mi się teraz nie ze szczęściem i miłością, a bardziej ze strachem, ale... to wciąż był Leo. Ten Leo, którego pokochałem. 
   Mocniej go ścisnąłem i zaciągnąłem się jego zapachem jeszcze raz, by przywrócić wspomnienia, gdy był on dla mnie wyjątkowy. Leo głaskał mnie uspokajająco, ale takim gestem nie mógł naprawić tego, co zostało zniszczone. 

*** 

   W sobotę miałem dość dobry humor, bo spędziłem z Leo całą niedzielę i znowu starał się mnie zadowolić. Wciąż nie ufałem mu tak jak na początku naszego związku, ale cieszyłem się, że jeszcze mu zależało. Nie chciałem, by sytuacja z zasłabnięciem się powtórzyła i jadłem normalnie, tylko że o połowę mniejsze porcje. Czułem wyrzuty sumienia, ale nie mogłem postąpić inaczej. 
   Około dwunastej pożegnałem kolejnego klienta i posprzątałem po nim. Uśmiechnąłem się, gdy usłyszałem z radia świetny kawałek, który wpadł mi w ucho już jakiś czas temu. Powstrzymywałem się przed zatańczeniem do znanego mi utworu tylko dlatego, że ktoś mógł mnie zobaczyć. Po posprzątaniu odwróciłem się w kierunku wejścia do salonu i zobaczyłem Percy'ego, który oglądał mnie z uśmiechem. 
    – Hej, Percy – powiedziałem nieśmiało i odłożyłem szczotkę. 
    – Hej. – Zdjął swoją bluzę i odwiesił ją na wieszak. – Znalazłbyś dla mnie chwilkę? Chciałbym się ostrzyć, a podobno jesteś najlepszym fryzjerem. – Próbowałem powstrzymać rumieniec, który wkradał się na moją twarz. 
    – Jasne, chodź. – Wskazałem mu myjkę. 
   Szybko umyłem jego włosy i kazałem usiąść mu na pierwszym lepszym krześle. Nie rozmawialiśmy o niczym szczególnym; Percy pytał o moje samopoczucie i jak tam mój związek z Leo. Na szczęście mój siniak już był prawie niewidoczny, plus użyłem korektora mojej koleżanki z pracy, żeby go dokładnie zakryć. 
   Percy wyjaśnił mi, jaką chciał fryzurę, a ja zacząłem strzyżenie. Miałem to do siebie, że podczas pracy robiłem dziwne miny podczas skupienia i tak musiało być także i tym razem. Percy uśmiechnął się, a potem zaśmiał, a mi pozostało lekkie uniesienie kącików ust. 
    – Na jakąś specjalną okazję zmieniasz fryzurę? – spytałem, żeby zacząć jakiś temat. 
    – Od razu zmieniam... – mruknął, a ja się uśmiechnąłem. Fakt, po prostu chciał podciąć włosy i je postawić. – Annabeth dzisiaj przyjeżdża i dostałem wolne od szefa. Mamy spędzić razem wieczór z Ann i... 
    – Rozumiem. Po prostu chcesz wyglądać lepiej niż zazwyczaj. – Wzruszyłem ramionami. 
   Skończyłem swoją pracę i obejrzałem Percy'ego z każdej strony. Wyglądał lepiej, teraz jego kości policzkowe były bardziej podkreślone. Może wcześniej tego nie zauważyłem, ale Percy po prostu zmężniał. Jego postura także wydawała mi się bardziej męska, miał szersze ramiona. Mimo tego, że byłem od niego tylko o dwa lata młodszy, nie miałem typowo męskiej budowy. Moje ramiona były tylko odrobinkę szersze od reszty ciała, ale to mi nie przeszkadzało. Leo zawsze mówił, że dzięki temu byłem uroczy. 
   Percy zapłacił mi za strzyżenie i mnie pochwalił, zanim wyszedł. Odetchnąłem głęboko i przejrzałem się w lustrze, żeby zobaczyć, czy siniak na pewno dalej był niewidoczny. Opuszkami palców dotknąłem miejsca, które było zakryte korektorem. Westchnąłem cicho i zacząłem znowu sprzątać, starając się też nie myśleć o tym, że Percy spędzi ten dzień z Annabeth. Może za szybko przyzwyczaiłem się do tego, że Percy ze mną wychodził na różne spacery i po prostu przy mnie był. 
   Wzruszyłem ramionami i usiadłem, odpychając od siebie natrętne myśli. Musiałem skupić się na pracy, więc szybko się wyłączyłem i, gdy tylko pojawiła się kolejna klientka, zacząłem z nią niezobowiązującą rozmowę. 

*** 

   W środę wracałem do domu wręcz padnięty. Miałem od groma klientów i nawet nie miałem chwili, żeby usiąść na pięć minut. Na dodatek, często trafiały mi się panie, które narzekały na wszystko i musiałem udawać, że ich słuchałem. Percy nie skontaktował się ze mną, od kiedy wyszedł z salonu i też miałem z tyłu głowy to, że dobrze bawił się z Annabeth. 
   Westchnąłem ciężko, zanim wszedłem do domu. Marzyłem tylko o tym, żeby położyć się na łóżku z kubkiem herbaty i zasnąć przy Leonie. 
    – Wróciłem! – krzyknąłem, wchodząc do salonu. 
   Zastałem Leo, który właśnie z kimś pisał, ale kiedy mnie zobaczył, odłożył telefon i z uśmiechem mnie przytulił. Odwzajemniłem uścisk i puściłem go po chwili, żeby pójść do kuchni i zrobić wymarzoną herbatę. 
    – Daj to, nie będzie ci potrzebne – powiedział Leo, ściągając moją bluzę. 
   Wysłałem ku niemu mizerny uśmiech i zająłem się przygotowywaniem herbaty. Leo mnie przytulił i zaczął całować mój kark, na co westchnąłem. To było przyjemne, ale byłem zbyt zmęczony na coś więcej. Leo swoimi dłońmi powoli wchodził pod moją koszulkę, a ja zabrałem jego ręce. 
    – Leo, nie dzisiaj, proszę. – Przymknąłem oczy, czując, że zaraz po prostu zasnę. – Miałem ciężki dzień, nie mam ochoty i siły – dodałem i odwróciłem głowę w jego kierunku. 
    – Ciekawe, czym jesteś tak zmęczony – mruknął Leo, a ja wywróciłem oczami. 
    – Miałem dzisiaj mnóstwo namolnych klientów. – Starałem się zachować spokojny ton głosu. 
    – Yhym, ta, jasne – znowu mruknął, a ja zacisnąłem usta w wąską linię. 
    – Coś sugerujesz? – spytałem ostrzej, niż zamierzałem. 
   Leo prychnął i spojrzał na mnie wyzywająco. 
    – Sugeruję, że się z kimś pieprzysz po kątach. – Przybliżył się do mnie, a ja głośno prychnąłem. 
    – Prędzej ty byś się z kimś pieprzył po pijaku – rzuciłem oschle. 
   Widziałem, jak na twarzy Leo malowały się kolejne emocje; zdziwienie oraz wściekłość. Nie chciałem kontynuować tej kłótni, opartej tylko na bezsensownych argumentach, ale Leo był odmiennego zdania. 
    – Nie jestem taką kurwą jak ty, żeby się z kimś pieprzyć, mając przy tym chłopaka – powiedział przez zaciśnięte gardło i złapał mnie za kołnierz koszulki. 
   Przyciśnięty do ściany wpatrywałem się w niego ze złością, ale także strachem. Już raz mnie uderzył, czułem, że nie zawaha się tego zrobić ponownie. Spojrzałem mu wyzywająco w oczy. 
    – Czyżby? – prawie że szepnąłem. 
   Wystarczyło jedno słowo, żeby Leo uderzył mnie w policzek z zaciśniętej pięści. Zatoczyłem się na podłogę i popatrzyłem na niego z dołu, z obrzydzeniem wymalowanym na twarzy. Wstałem jak najszybciej i skierowałem się do łazienki, a następnie zamknąłem się w pomieszczeniu na klucz. Usiadłem na zamkniętej toalecie i złapałem się za głowę. Nie pamiętam dokładnie, kiedy zacząłem płakać. Łzy same ciekły po mojej twarzy, mieszając się z krwią, kapiącą z mojego nosa. 
   Wstałem i zatamowałem krwawienie, starając się jak najbardziej ignorować ból. Nie zamierzałem wychodzić z tego pomieszczenia, nie chciałem widzieć Valdeza. Oparłem się plecami o ścianę i odchyliłem głowę, jednocześnie wycierając coraz to nowe łzy. 
   Ja już chyba straciłem nadzieję na to, że wszystko będzie dobrze. 

*** 

   W czwartek umówiłem się z Percym na następny dzień, że do niego przyjdę. Byłem szczęśliwy, bo on sam do mnie zadzwonił i zaaranżował spotkanie. Wiedziałem, że zobaczy siniaka, który oznaczał się swoją barwą, ale naprawdę starałem się o tym nie myśleć. Chciałem spędzić czas w towarzystwie osoby, której się nie bałem i, do której żywiłem zaufanie. 
   Następnego dnia szefowa pozwoliła mi wyjść pół godziny wcześniej z pracy. Podziękowałem jej i uśmiechnąłem się na pożegnanie, próbując jednocześnie zakryć obolały policzek włosami. Od razu poszedłem w stronę domu Percy'ego (zdążyłem zapamiętać jego adres od ostatniej wizyty) i napisałem też do niego, że przyjdę trochę wcześniej. Wysłał mi z tysiąc emotikonów uśmiechniętej buźki i napisał, że na mnie czekał. 
   Wszedłem do jego klatki bez problemu i udałem się na trzecie piętro. Zadzwoniłem do odpowiednich drzwi i odetchnąłem głęboko, włosami znów chowając policzek. Percy otworzył mi po parunastu sekundach. Na początku na jego twarzy gościł uśmiech, ale gdy zauważył mojego siniaka, zmarszczył brwi. 
    – Co ci się stało? – spytał, wciągając mnie do mieszkania, a następnie badając moją twarz. 
   Chciałem spuścić głowę i nic mu nie mówić, ale widziałem zmartwienie go zmartwienie w jego oczach. Nie mogłem go okłamać, on zasługiwał na prawdę. Zdjąłem swoją bluzę i Percy ją odwiesił, a ja udałem się do salonu. Usiadłem na kanapie i spojrzałem na Percy'ego, który nie spuszczał ze mnie wzroku. 
   Opowiedziałem mu całą historię, dodałem także, że Leo ostatnio dziwnie się zachowuje i, że zacząłem się go bać. Percy uważnie mnie słuchał i co jakiś czas zagryzł wargę albo marszczył brwi. Odgarnął moje włosy i kciukiem przejechał po policzku, a ja przymknąłem oczy. Percy miał przyjemnie ciepłe ręce, mimo panującej jesieni na dworze. 
    – On ci coś jeszcze zrobił? – spytał, a ja nieśmiało pokiwałem głową. 
    – Tak, uderzył mnie wcześniej – szepnąłem. – J-ja nie wiem, co... 
    – Ciii... – powiedział Percy, przytulając mnie do siebie. 
   Od razu się w niego wtuliłem i schowałem głowę w zagłębieniu jego szyi. Poczułem się bezpieczny w jego ramionach i od razu pomyślałem, że kiedyś przy Leo też się tak czułem. Zamrugałem parę razy, żeby nie zapłakać i zacząłem nerwowo bawić się palcami. 
    – A... jak tam u ciebie i Annabeth? – spytałem. 
   Percy głaskał mnie uspokajająco po plecach, ale na chwilę przestał, gdy zadałem mu to pytanie. 
    – To wszystko powoli się kończy – mruknął, a ja zmarszczyłem brwi. 
    – Jak to? – Percy wzruszył ramionami. 
    – Po prostu, Nico. Spędzamy ze sobą mało czasu, prawie w ogóle nie rozmawiamy i... Ann sama przyznała, że zakochuje się w kimś innym. – Percy złapał moją twarz w dłonie, kiedy mówił, zupełnie jakbym był dzieckiem i miał skupić swoją uwagę tylko na nim. 
   Pokiwałem wolno głową, choć byłem zdziwiony. Nie sądziłem, że tak dobry związek mógł się rozpaść przez... dorosłość? Chyba tak to mogłem nazwać. Przytuliłem się do Percy'ego raz jeszcze, teraz myśląc, że obydwoje przechodziliśmy przez trudny okres. Może to było egoistyczne z mojej strony, ale w głębi duszy cieszyłem się, że nie byłem z tym sam. 

*** 

   Zostałem u Percy'ego na noc i poszedłem do domu około siedemnastej. Dużo rozmawialiśmy podczas tego spotkania i to dało mi energie, żebym nie dawał Leonowi sobą pomiatać. Byłem zdeterminowany, żeby coś się zmieniło, żeby Leo się zmienił. Poszedłem jeszcze na spacer i dopiero około godziny dwudziestej wchodziłem do domu. 
    – Nico! – Leo od razu do mnie podszedł, ale zignorowałem go. Nie pierwszy raz tak robił. – Przepraszam cię, teraz się martwiłem, bo nie wróciłeś na noc... Nico, proszę. – Wyminąłem go zgrabnie i poszedłem do naszego pokoju. 
   Nie spałem u Percy'ego za dużo i miałem ochotę na dobry, długi sen. Zanim jednak się położyłem, poszedłem wziąć szybki prysznic. Leo cały czas za mną podążał, ale ja nie odpowiadałem na jego tłumaczenia. Nie chciałem z nim rozmawiać ani z nim przebywać, ale nie mogłem aż tak obciążać Percy'ego. Poza tym mówił mi, że Annabeth miała dzisiaj przyjechać, więc nie chciałem im przeszkadzać. 
   Wyszedłem spod prysznica i kolejny raz wyminąłem Leona, idąc do pokoju. W piżamę ubrałem się już w łazience, więc teraz podłączyłem telefon do ładowania i położyłem się w łóżku, gasząc wcześniej światło. Leo ułożył się obok i chciał otulić mnie ramieniem, ale ja zabrałem jego rękę. Zrezygnowany wyszedł z pokoju, a ja mogłem zasnąć. 
   Następnego dnia obudziłem się około dziewiątej i sięgnąłem po telefon. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem nową wiadomość od Percy'ego.

To koniec. Zerwaliśmy. 

   Od razu zaprosiłem go do siebie, żeby mógł mi o wszystkim opowiedzieć. Ubrałem się i na szybko poprawiłem swoje włosy. Wysłałem mu także szybko mój adres, ponieważ uświadomiłem sobie, że Percy jeszcze u mnie nie był. Zacząłem sprzątać w salonie, by wszystko dobrze się prezentowało i zjadłem na szybko śniadanie. Właśnie skończyłem myć zęby, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. 

*** 

   Zobaczyłem Percy'ego z workami pod oczami i, choć miał uśmiech na twarzy, nie wyglądał na szczęśliwego. Zaprosiłem go do środka i odwiesiłem jego jesienny płaszcz. Usiadłem wraz z nim na kanapie, ale po chwili znowu wstałem, żeby pójść do kuchni. 
    – Chcesz herbatę? Kawę? – spytałem. 
   Percy wybrał drugą opcję i ruszył za mną do kuchni, rozglądając się po mieszkaniu. Cieszyłem się, że zdążyłem tu ogarnąć, bo wcześniej był tu straszny syf. 
    – Ładne macie mieszkanie. – Percy miał wyczuwalną chrypkę w głosie. 
   Podziękowałem mu i spojrzałem w jego oczy, kompletnie nie wiedząc, jak powinienem zacząć temat z Annabeth. Nie byłem za dobry w takich sprawach, ale... chciałem mu pomóc albo jakoś pocieszyć. 
    – Jak się czujesz? – spytałem, a Percy wzruszył ramionami. 
    – Sam nie wiem – mruknął bez emocji. – Zerwaliśmy spokojnie. Zarówno ona, jak i ja, nie czuliśmy tego, co czuliśmy jeszcze kilka miesięcy temu – dodał, a ja zmarszczyłem brwi. 
    – Nie kochasz jej? – zapytałem zdziwiony. 
   Percy spuścił głowę i potrząsnął nią po chwili, a ja wróciłem do przygotowywania napoi. Nie wierzyłem w to, że tak solidny, budowany latami związek, po prostu się zakończył. 
    – Ja... już od jakiegoś czasu... chyba nie – mruknął. 
   Usiedliśmy na kanapie, a ja położyłem dwa kubki na stoliku. Percy siedział przygarbiony, wpatrywał się nieobecnie w swoją kawę, a ja mogłem się tylko temu przyglądać. Nie byłem dobrym pocieszycielem, czasami dochodziłem także do wniosku, że nie byłem zbyt dobry w roli przyjaciela. Sam nie wiedziałem, jak udało mi się załapać kontakt z Leo, ale to mogło być dzięki temu, że on zawsze ukrywał swoje problemy. Z Percym było inaczej, on chciał mi powiedzieć, co się dokładnie działo i nie chciał dusić wszystkiego w sobie. Złapałem jego ramię, a on spojrzał na mnie z nadzieją w oczach. 
    – To nic złego, Percy – zatwierdziłem. – Nie obwiniaj się, że przestałeś ją kochać. To... normalne, uczucie czasem się wypala. – Percy pokiwał głową powoli. 
    – Tak, ale... to po prostu boli – dodał szeptem i spojrzał w moje oczy. Nigdy nie widziałem, żeby Percy był tak blisko łez. – Boli mnie to, że tyle lat byliśmy razem i teraz... – Zamknął mocno oczy i powstrzymywał się od płaczu. – Kiedy mieliśmy wreszcie razem zamieszkać i... robić te wszystkie ckliwe rzeczy razem... – Otarł pierwszą łzę z policzka. – A tego już po prostu nie ma – wyszeptał. 
   Mocno się do niego przytuliłem i starałem się go uspokoić. Pierwszy raz widziałem, jak płakał i nie chciałem więcej oglądać tego widoku. Zacząłem go uspokajająco głaskać, tak jak on, kiedy u niego byłem. Także lekko nas kołysałem, chociaż nie wiedziałem, czy to pomagało. 
    – Percy, proszę... – szepnąłem, a Percy niechętnie się ode mnie odsunął. – Jesteś najlepszym półbogiem chodzącym po tej ziemi, a także jednym z fajniejszych chłopaków, jakich spotkałem. A wiedz, że spotkałem ich mnóstwo. – Udało mi się, na twarzy Percy'ego zagościł lekki uśmieszek. – Nie będę ci mówił, że masz iść do przodu i bla, bla, bla... ale życie toczy się dalej? – bardziej spytałem. niż powiedziałem. 
    – I płynie się dalej, płynie się dalej – zanucił, ale ja nie wiedziałem dokładnie, z czego to był tekst. Percy zaśmiał się na moją minę. – To z „Gdzie jest Nemo?” – wyjaśnił, a ja pokiwałem głową. 
    – Wybacz, nie oglądam bajek. – Percy znowu się uśmiechnął, choć niekoniecznie wiedziałem, z jakiego powodu. – Ale mam nadzieję, że mnie rozumiesz. Jesteś... spoko ziomkiem, cool ziomalem czy jak to się tam mówi. – Percy znowu się zaśmiał, a ja wzruszyłem ramionami. 
    – Załapałem. – Pokiwał głową i otarł resztki swoich łez. – Dziękuję, Nico. Ty też jest spoko ziomkiem. – Zrobiłem dziwny grymas. 
    – Nie, to nie przejdzie – stwierdziłem. 
   Rozmowa dalej się potoczyła, nie było już aż tak źle. Teraz Percy wypytywał o moje sprawy z Leo, a ja opowiedziałem mu sytuację z wczoraj. Starałem się być śmieszny, choć wychodziło mi to z różnym skutkiem, ale najważniejsze było to, że Percy się uśmiechał. Czułem się o wiele lepiej z myślą, że udało mi się mu pomóc. Poczułem się jak jego prawdziwy przyjaciel i nie zamierzałem zmarnować jego zaufania. 
   A przerwał nam dzwonek do drzwi. 

   *** 

   Poszedłem od razu otworzyć, zostawiając tym samym Percy'ego w salonie. Nie spodziewałem się nikogo specjalnego, dlatego też z lekkim zawahaniem przekręcałem klucz w drzwiach. Przede mną pojawił się Leo, który od razu prawie na mnie upadł, mamrocząc przy tym. Nie miałem pojęcia, co powinienem zrobić, rozszerzyłem swoje oczy i popatrzyłem na twarz Leo – nie miał żadnych ran, tylko śmierdziało mu z ust alkoholem. 
    – Percy! – zawołałem, unosząc Leona na nogi. 
   Miałem nadzieję, że Percy mi pomoże z pijanym Valdezem. To był kolejny raz, gdy się upił, a ja wciąż nie wiedziałem, jak z nim postępować. Percy pojawił się tuż przy mnie i zabrał Leona z moich barków, przycisnął go do ściany, na co Leo wydał z siebie niezadowolony jęk. 
    – Nic ci nie zrobił? – Pokręciłem przecząco głową. 
    – Znowu się upił – mruknąłem. – Pomożesz mi go wziąć do pokoju? – spytałem, a Percy od razu się zgodził. 
   Ja pierwszy chciałem chwycić Leona, ale on był za uparty. Spróbował mnie uderzyć, ale Percy w porę złapał jego dłoń, kiedy znajdowała się przed moją twarzą. Z przymkniętymi oczami podziękowałem Percy'emu i razem poszliśmy do pokoju mojego i Leo, żeby go tam odłożyć. 
   Chwilkę zastanawiałem się, czy okryć Leona kołdrą, ale uznałem, że on i tak miał to w dupie. Dla niego było to obojętne, więc wyszedłem szybko z pokoju wraz z Percym i usiadłem na kanapie, chowając twarz w dłonie. Pomyślałem o tym, że jakiś potwór mógł zaatakować Leo w nocy, gdy ten doprowadzał się do takiego stanu. Ja martwiłem się o Leo, naprawdę, choć z dnia na dzień ta troska była coraz mniejsza. Nie winiłem za to siebie, moje uczucie względem Leo słabło. 
    – Chcesz u mnie zanocować? – spytał Percy, siadając obok mnie. 
   Przez kilka sekund rozważałem jego propozycje, ale i tak skończyło się na tym, że pokręciłem przecząco głową. Leo był moim chłopakiem i nie mogłem zostawić go w takiej sytuacji, mimo że on wręcz błagał o zostawienie go na pastwę losu. 
    – Nie, Percy, nie mogę – szepnąłem. 
   Nie odważyłem się spojrzeć w jego oczy, tylko wpatrywałem się tępo w kubek po herbacie. Percy dotknął delikatnie mojego ramienia, a ja odetchnąłem głęboko, będąc kompletnie zagubiony. 
    – Możesz – zapewnił. – Odpocząłbyś od niego i mo- 
    – Proszę, Percy – zerknąłem na niego. – Jestem jego chłopakiem i powinienem z nim teraz być, gdy... – Nie mogłem znaleźć słowa. 
    – Gdy on upija się i ma cię gdzieś? – dopowiedział Percy, a ja zamknąłem oczy i złapałem się mocniej za głowę. 
    – Tak. – Pokiwałem głową. – Właśnie tak – dodałem. 
   Percy westchnął cicho i pomasował krótko moje ramię. Następnie wstał, a ja nawet na niego nie spojrzałem. 
    – Nie zasługujesz na to – powiedział, zanim wyszedł. 
   Spróbowałem nie zapłakać, mocno zamykając oczy i zaciskając zęby. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Poczułem się taki samotny, bez Percy'ego ten dom wydawał mi się smętny i smutny, co tylko pogarszało mój nastrój. 
   Położyłem się na kanapie i po prostu spróbowałem przestać myśleć. 

*** 

   Obudziłem się, kiedy Leo mocniej potrząsnął moim ramieniem. Nie zdążyłem się nawet dobrze rozbudzić, a on już podniósł mnie i przycisnął do siebie. 
    – Jest już siedemnasta, a ty nie zrobiłeś obiadu! – krzyknął mi w twarz. – Gdzie są tabletki przeciwbólowe w tym domu, znowu ich nie kupiłeś?! – Skuliłem się, gdy przycisnął mnie do siebie jeszcze bliżej. Naprawdę nie wiedziałem, co się działo, chciałem tylko spokoju. – Idź już. – Odwrócił mnie i klepnął mój tyłek, jakby poganiając do kuchni. 
   Zacisnąłem dłonie w pięści i pewnie obróciłem się w jego stronę. 
    – Nie. – Spojrzałem w jego oczy i dostrzegłem jedynie rozbawienie. – Nie będziesz mi rozkazywał. Nie będziesz mnie bił ani mną pomiatał – dodałem, a Leo przybliżył się do mnie. 
    – Jesteś mój. – Próbował przycisnąć mnie do ściany. 
    – Byłem. – Odepchnąłem go. 
   Spojrzał na mnie gniewnie, widziałem, jak zacisnął dłoń, ale nic nie zrobił. Poszedłem do pokoju, zabierając wcześniej telefon ze stolika i zatrzasnąłem za sobą drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, zanim wybrałem numer Percy'ego. Byłem pewny. Nie chciałem tu zostać. 
    – Halo? – Usłyszałem po drugiej stronie słuchawki. 
    – Percy... ja. – Zagryzłem wargę. – M-mógłbym jednak u ciebie przenocować? – spytałem cicho. 
   Podszedłem do okna i obserwowałem widoki za nim, wciąż gryząc swoją dolną wargę. 
    – Oczywiście, ale... co się stało? – Zamknąłem oczy i zwiesiłem głowę. 
    – Leo – wyszeptałem. – Opowiem ci później, przysięgam – dodałem. 
   Usłyszałem zamykane drzwi od strony Percy'ego i odetchnąłem cicho. 
    – Będę czekał przed twoim domem, okej? – spytał, a ja automatycznie pokiwałem głową, zapominając, że mnie nie widział. 
    – Dobrze. Dziękuję. – Rozłączyłem się i złapałem za głowę. 
   Przeszło mi przez myśl, że byłem tchórzem, bo uciekałem od swoich problemów, ale od razu sam sobie zaprzeczyłem. Ja nie uciekałem, a odchodziłem, to były dwie zupełnie różne sprawy. Nie zamierzałem uciec od Leo, a zniknąć z jego życia. Czułem się źle, mieszkając z nim i przebywając w jego otoczeniu, a wiele osób powtarzało mi, że wtedy powinno się po prostu coś zmienić. Chciałem zastosować się do tych rad. 
   Usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłonie, przetarłem swoje oczy i westchnąłem. Trzeba było coś zrobić.

______________________________
Troszkę Polsat, ale no
Do końca roku chcę tutaj napisać wszystko i mieć czystą kartę. Czyli dokończę to i historię ogólną
Ktoś to jeszcze czyta? XD
Ogólnie mój laptop był w naprawie, straciłam kilkaset zdjęć (prywatnych i fandomowych) i było chujowo. Chociaż teraz laptop jak nowy, heh :"")
Jeżeli ktoś woli czytać na Wattpadzie:
Konto: PR_Percico
Link do konta: https://www.wattpad.com/user/PR_Percico

Pozdrawiam was wszystkich!
Pochwalę się okładkami, które zrobiłam dla wszystkich opowieści na Wattpadzie (jest jeszcze jedna, ale nie mam jak jej tutaj dać):


(z tej jestem najbardziej zadowolona)

Jeszcze raz pozdrawiam i przepraszam za czekanie!

2 komentarze:

  1. No cóż, mogę powiedzieć tylko jedno... naprawdę warto było czekać :-)
    Nie mogę doczekać się kolejnej części mój Ty Polsacie mały diable ;-)
    Superowe opowiadanie, uwielbiam Nicusia w depresji... taka mała sadystka, ale jest wtedy taki słodki... jak dalej go będziesz tak odchudzać, to w szpitalu wyląduje... zaprzestań... ale jeszcze go pomęczysz chwilunię, prawda??? <3 <3 <3

    Czekam i pozdrawiam,
    Viana

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętałem Twoje opowiadanie od początku. Może nie przez cały czas, ale znalazłem czas, żeby mieć je w pamięci. To opowiadanie, ten blog jest jedno z pierwszych, które zacząłem czytać. Wcześniej niż na Wattpadzie. Zacząłem swoją przygodę z pisaniem tu, na Bloggerze. Czytanie tutaj zacząłem też od Percico Wszędzie. Bardzo podziwiam Ciebie, że piszesz tak wytrwale, że nie przestajesz, że nie usunęłaś tego. Kiedyś byłem na bieżąco z nowościami tutaj. A teraz... a teraz wpisałem link percicoismylife.blogspot.com w przeglądarkę i zauważyłem tego One Shot'a. Ucieszyłem się z tego. Mam nadzieję, że będziesz dalej pisała.
    Czekam i pozdrawiam,
    Hubert. (Nie wiem, czy mnie pamiętasz.)

    OdpowiedzUsuń