Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One Shot: Jasico. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One Shot: Jasico. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2015

One - Shot! Jasico! 3/3

Szczera rozmowa + prezent

Tydzień później...

          * Jason *

     Nico zamieszkał u mnie na stałe już trzy dni temu. Zadomowił się, a teraz leży na kanapie i wcina sobie lody ciasteczkowe, które mu przyniosłem. Patrzę na niego z uśmiechem, sam również podjadam takowy przysmak. Oglądamy jakiś głupkowaty serial dla nastolatek. Nico zdaje się nie zwracać na niego uwagi, nawet nie patrzy w ekran telewizora. Wydaje się nieobecny, zamyślony. Chwytam pilota i wyłączam elektroniczne urządzenie, by sprawdzić, jak zareaguje. Cisza.
   - Nico? - pytam półgłosem i podchodzę do chłopaka.
     Trzyma pełną łyżeczkę lodów w powietrzu i na nic nie reaguje. Robię kolejne kilka kroków w jego stronę, zastanawiając się nad czym tak bardzo się zastanawia. Klepie go lekko w ramię na pobudzenie, a wtedy on potrząsa głową energicznie i odwraca się w moją stronę, otrząśnięty.
   - Przepraszam. Zamyśliłem się. - potwierdza moje przypuszczenia.
     Przeskakuje przez kanapę i zasiadam obok swojego chłopaka. Patrzy na mnie tymi przenikliwymi oczami, próbując domyślić się, o czym ja myślę. A prawda wygląda tak, że to ja próbuje się domyślić, o czym on myśli. Ehh, to skomplikowane.
   - O czym myślałeś? - pytam prosto z mostu.
     Nico spuszcza głowę i bierze kolejną łyżkę lodów. Nerwowo potrząsa sztućcem, a następnie odpowiada:
   - O tej całej terapii na którą chodziłem.
     Kiwam z wolna głową i próbuję popatrzeć mu w oczy. On jednak nadal, uparcie, wpatruje się w kubek z lodami.
   - Chcesz o tym porozmawiać? - zaczynam śmiało.
     Dopiero wtedy podnosi głowę i patrzy na mnie. Gdy widzi w mych oczach pewność, uśmiecha się lekko i odkłada przysmak.
   - Pewnie. - odpowiada i opiera się o oparcie kanapy - Mówiłem ci, że chodziłem na terapię dlatego, że nie umiałem poukładać własnych myśli w głowie. Najpierw utrata matki, siostry, samotna podróż po Tartarze... - robi krótką przerwę, przez którą nie odrywa wzroku od swoich dłoni. - To mnie męczyło. Strasznie. Ale wtedy dawałem sobie z tym jakoś radę. Dopiero, gdy poszedłem do szkoły i to się stało...
     Przybliżam się do niego jeszcze trochę i patrzę z nadzieją. Widzę, że strasznie cierpi, wspominając te wszystkie rzeczy. Nie śmiem go dotknąć - wiem, że to przywołałoby kolejne złe wspomnienia.
   - Gdy ten nauczyciel zaciągnął mnie do siebie po lekcjach... - bierze głęboki oddech i z zaciśniętymi powiekami opowiada dalej. - I próbował zgwałcić, coś we mnie pękło. Granice normy. Mam wielkie szczęście, że jestem herosem i potrafię się bić. Ledwo udało mi się od niego uciec i kawałek dalej od miejsce zbrodni użyłem cienia i, jak dobrze pamiętasz, przeniosłem się do Nowego Rzymu. Do ciebie i Piper.
     Kiwam głową, przypominając sobie, kiedy to przytulałem Nica, gdy ten bezbronny leżał bez koszulki na ziemi i mamrotał niezrozumiałe słowa.
   - Zaopiekowałeś się mną wtedy, Jason. - otwiera oczy i patrzy na mnie z błogą wdzięcznością. Widzę, jak ma zaszklone oczy. - Dziękuję ci. Chociaż trochę przyczyniłeś się do mej normalności. Po tym incydencie, jak dobrze pamiętasz, uciekłem. W nocy, uciekłem w cień. Chciałem odpocząć. - wyjaśnia.
     Kładę mu ostrożnie rękę na ramieniu, by okazać wsparcie. Widzę, jak samotna łza spływa po jego policzku. Wycieram ją równie delikatnie i czekam na ciąg dalszy historii.
   - Byłem zagubiony. Szukałem pomocy. I wtedy zacząłem to robić. Samookaleczenie dawało mi spokój, dawało ukojenie... - zerka na mnie, a następnie daje mi do potrzymania swą prawą rękę. Widzę na zewnętrznej stronie nadgarstka kilka prawie niewidocznych blizn. - Teraz wiem, że to było głupie. Psycholog mnie w tym utwierdził.
     Całuje jego blizny z myślą, że żadne już nigdy się nie pojawią. Nie dopuszczę do tego.
   - Jednak, nawet nie najgorsza była ta próba gwałtu. Nawet podobała mi się ta próba dominacji ze strony nauczyciela. Tylko, dopiero po latach udało mi się przekierować te najgorsze wspomnienie na dobrą korzyść. Bez pomocy terapeuty, bardzo dobrego nawiasem mówiąc, nie udałoby mi się to. Jednak, z cięciem się było gorzej.
     Dziwię się na jego słowa, ale nie przerywam.
   - Taa, wiem, że to dziwne. Ale to było uzależnienie, a tamto, przykre wspomnienie. Jednak, jak widać, uporałem się z tym. Pozostało mi tylko wtedy pogodzić się z innymi osobami z Obozu i... po latach, znalazłeś mnie. Zadzwoniłeś iryfonem i pogadałeś ze mną. Kolejna rzecz, którą zapamiętam na długo. - uśmiecham się na te słowa. - Tydzień później się spotkaliśmy, a kilka dni później zamieszkałem u ciebie, ale to chyba już wiesz. I to koniec życia di Angelo. - zdobywa się na lekki uśmiech i przytula się do mnie.
     Odwzajemniam uścisk i całuje go czule w czoło. Przeżył tyle w tak młodym wieku...
   - A teraz? - pytam niespodziewanie. - Jesteś szczęśliwy?
     Całuje mnie w usta i uśmiecha się szczerze.
   - Najszczęśliwszy. - odpowiada pewnie.
     Śmieję się cicho. Całuje go w nosek i wbrew sobie przesuwam go obok siebie i wstaję. Musze przynieść mu pewien podarek.
   - Zaraz wrócę. - rzucam przez ramię. - Zamknij oczy, proszę.
     Mam nadzieję, że się mnie posłuchał. Wchodzę do pokoju nieużywanego przez nas obydwu i zastaję go tam. Merda wesoło ogonkiem i patrzy się na mnie swoimi ciemnobrązowymi oczami. Podnoszę go i wytrzymuje lizanie po twarzy. Głaszcze go i wychylam się z pokoju, chowając go, by przypadkiem Nico go nie zauważył. Na szczęście, jednak ma zamknięte oczy i czeka cierpliwie aż wrócę. Uśmiecham się i podchodzę do niego.
   - Już jestem. Nie otwieraj oczu. - nakazuje i klękam przed nim, bezpiecznie trzymając prezent tak, by go przypadkiem nie dotknął.
   - Okey, co to za prezent?
     Nie umiem powstrzymać szatańskiego uśmiechu, gdy przybliżam psa do jego twarzy. Otwiera oczy przestraszony, a ja w tej chwili odstawiam psa na jego kolana. Nico zaczyna się głośno śmiać, kiedy piesek liże go bezkarnie po twarzy i stawia swoje małe łapki na jego brzuchu. Przyglądam się całej sytuacji z błogą satysfakcją.
   - Podoba się prezent? - pytam z uśmiechem i już wiem, jak będzie brzmiała odpowiedź.
   - Tak. - odpowiada niemal natychmiast śmiejąc się przy tym głośno. - Kurwa, Jason, jakiego ty lizaka tutaj przyprowadziłeś! On ma za dużo śliny, jak na swój wzrost! - stwierdza.
     Śmieję się i zabieram psa, by Nico mógł trochę pooddychać.
   - Ale on też gryzie. Gryzak mały. - Nico zaczyna się z nim droczyć i chwyta go za pyszczek i potrząsa lekko.
     Piesek oszołomiony kręci głową i z otwartą gębą próbuje go ugryźć. Jednak, Nico jest szybszy i najwidoczniej wie, jak obchodzić się ze zwierzętami.
   - On wygląda jak kopia Cerbera z jedną głową, co nie? - pytam retorycznie.
     Nico na chwileczkę przerywa zabawę z psem, by pokiwać głową, a później zabiera mi go na swoje kolana i nadal się bawi.
   - Kurdę, on umie gryźć. Ej, on ma już imię? - pyta nagle.
     Kręcę głową i patrzę na tego słodkiego szczeniaka. Jest cały czarny, z przodu może troszkę ciemnobordowy, ale ogólnie rzecz biorąc czarny. Ma ciemnobrązowe oczy i cały jest także podobny do Nica.
   - To wiem, jak go nazwać. - oznajmia z uśmiechem - Od teraz, będziesz miał na imię, Gryzak. - zwraca się bezpośrednio do psa, który znów zaczyna go lizać.
     Zabieram kubełek z lodami, by przypadkiem się do niego nie przyczepił i chowam go do zamrażarki. Słyszę, że Gryzak za mną idzie, najwidoczniej skuszony pysznymi lodami. Cmokam zadowolony i wracam do pokoju po kupione przeze mnie rzeczy.
   - Pilnuj go. - „nakazuje" Nico'wi, na co ten uśmiecha się znów.
     Cieszę się, że mogę tak często wywoływać uśmiech na jego twarzy. Zabieram miski oraz jedzenie dla pieska i kładę je w kuchni. Do jednej z misek nasypuje karmę, a do drugiego nalewam wodę. Podczas wykonywania tych czynności słyszę bawiących się współlokatorów. Później jeszcze raz wracam do pokoju i zabieram siedzisko dla psa. Wychodzę z pomieszczenia i pytam:
   - Gdzie je dać?
     Nico patrzy na mnie z wielkim bananem na twarzy, a zaraz po tym odpowiada:
   - Po co one, będzie z nami spał.
     Wytrzeszczam oczy, a pies powtarza mój ruch. Patrzymy się obydwoje na Nico z niedowierzaniem, kiedy to pies znów zaczyna lizać swego pana, jakby dziękując mu za ten przywilej.
   - Że co? Jestem zazdrosny... - wypowiadam pół żartem pół serio.
     Nico natychmiast odtrąca psa na bok i podchodzi do mnie z lekkim uśmieszkiem.
   - O psa? - pyta ze zdziwieniem.
     Kiwam głową zawstydzony tą sytuacją. Nico nagle przyciska mnie do ściany i zaczyna namiętnie całować. Nie przestaje przez dłuższy czas, a później robi krok w tył i patrzy na mnie usatysfakcjonowany.
   - Z nim nie mogę robić tego. Ani kilku innych rzeczy. No chodź, trzeba mu gdzieś znaleźć miejsce. - mówi i chwyta mnie za rękę, i zaczyna ciągać po całym domu.
     Z uśmiechem stwierdzam, że to nadal ja jestem najważniejszą osobą w jego życiu. Nikt mnie nie zastąpi.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I tak oto dotrwaliście do końca! Dziękuję wszystkim za pochwały, porady, ogólnie za wszystko. 
Zgodnie z założeniami, zrobiłam stronę o blogach, które czytam. Możecie się z nią zapoznać i może wejść na kilka blogów.
Mam nadzieję, że zakończenie i ogólnie cały „Tree - Shot" wam się podobał. Może ktoś dołączył do grona mych czytelników przez ten parring, gdy go wpisywał i pojawiły mu się te posty? Nie wiem. Ale wiem, że rozkurwiacie wszyscy w wyświetleniach <3
Dobra, kończę tę notkę. Piszcie opinie w komentach, chętnie poczytam <3
Pozdrawiam, do napisania!

     

(Ten piesek <3 Gryzak *-*)


poniedziałek, 20 lipca 2015

One - Shot! Jasico! 2/3 +18

Seksy :3


          * Nico *

     Jason prowadzi mnie w nieznane miejsce. Już się boję. Przed chwilą dotarliśmy do jednego z osiedli, w których są tylko pojedyncze domki. Teraz, znajdujemy się już niedaleko mieszkania Jasona. Nadal prowadzi mnie za rękę i ma minę, jakby za dużo ćpał. Uśmiecha się od ucha do ucha i co jakiś czas chichocze pod nosem. Powoli zaczyna irytować mnie ta jego nadmierna wesołość, ale nic nie mówię. Po postu idę sobie dalej i czekam, aż dotrę tam, gdzie ma zamiar blondyn obok mnie.
     Przechodzimy kolejne kilka metrów, kiedy skręcamy do jednego z ogródków. Dobra, to za duże słowo. Ta trawa przed domem jest najwidoczniej tylko i wyłącznie dla ozdoby. Widzę kilka rozkopanych dołków, co oznacza, iż zabawiał się w pana... ogrodnika! Idę dalej, a wyraz mojej twarzy pozostaje bez zmienny. Patrzę na duży dom, pomalowany na szaro - niebiesko. Wygląda okey, mimo przeciwności. Dwa okna ułożone równoległe i w mniej więcej tych samych odstępach od drzwi, znajdujących się centralnie na środku. Dach, standardowo, jest w odcieniach czerwonego, a w tym przypadku, bordowego. To wszystko tak nie komponuje się z całości, że aż rzygać się chce. Narzekam w myślach na gust Jasona, ale idę dalej. Może dom w środku będzie wyglądał lepiej.
     Gdy Jason otwiera drzwi, zaskakuje mnie całkowicie. Po jego wychwalaniu staroświeckich mebli, drewnianego... wszystkiego, nie spodziewałem się zastać tak nowoczesnego domu. Od razu uderza mnie światło bijące z samozapalającego się żyrandola. Mrużę oczy i dokładniej przyglądam się otoczeniu.
     Wszystko zachowane w odcieniach bieli, dominuje tu jednak szarość. Ciemna szarość. Odwołuję to, co wcześniej pomyślałem - Jason ma świetny gust. Po mojej lewej znajduje się szafka na buty, a nad nią są wieszaki. Po prawej stronie, na ścianie wisi jeden obraz przedstawiający szklankę wody - jedna połowa jest cała biała z czarnymi zarysami szklanki, a druga, przeciwnie. Kiwam niezauważalnie i z podziwem dla twórcy, odwieszam swój płaszcz, zdejmuję buty i odstawiam parasolkę na miejsce.
     Gdy docieram do salonu, kolejny raz zapiera mi wdech w piersi. Czarny telewizor, a przy nim Playstation 3 oraz kilkanaście gier. Szara kanapa ustawiona na przeciw, a przy niej dwie pufy tego samego koloru. Przed siedziskiem znajduje się szklany stolik, a dopełnieniem wszystkiego, jest jasnoszary dywan znajdujący się pod nim. Po prawej i lewej stronie od telewizora powieszone są dwa kolejne obrazy, namalowane w takim samym stylu, co pierwsze. Jeden przedstawia piłkę, drugi zaś... książkę. Nic nie rozumiem, co autor chciał przekazać. Mój wzrok skupia się na konsoli, którą zawsze chciałem mieć.
   - Podać ci coś do picia? Winko? - mruga do mnie i niby przypadkiem dotyka mego ramienia, gdy przechodzi tuż obok mnie.
     Chwila, czy on chce mnie omotać? Myśli, że od nadmiaru alkoholu we krwi pójdę z nim do łóżka? Hm, musi się bardziej postarać.
   - Jasne. - odpowiadam wbrew swoim domysłom.
     A co tam, raz się żyję. Podchodzę do białego blatu, aż za bardzo przypominającego ten, który znajduje się w barach. Czekam na napój i gdy dostaję w ręce kieliszek, upijam trochę, udając konesera wina. Jason uśmiecha się do mnie i sam również bierze łyka wina. Oblizuje wargi, niezdarnie, wyglądając jak mały chłopczyk, który pobrudził się sokiem porzeczkowym. Kąciki ust unoszą mi się mimowolnie do góry, kiedy widzę, jak próbuje dosięgnąć językiem podbródka, tam, gdzie popłynęła kropla wina. Wstaję, kręcąc głową i podchodzę do chłopaka. Jest wyższy ode mnie, z piętnaście centymetrów, a więc staję na palcach, by być na jego wysokości. Patrzę na niego iście seksownym wzrokiem i oblizuje mu tę kroplę.
   - Lepiej? - pytam i oddalam się o krok.
     Tylko jeden. Na drugi mi nie pozwala. Jason łapie mnie mocno za nadgarstek jedną ręką. Odkłada kieliszek na blat, jednocześnie się do mnie przybliżając.
   - Może być jeszcze lepiej. - szepcze mi do ucha.
     Wzdrygam się na ton jego głosu, wprawiający mnie w rozkosz. Na chwilę zamykam ślepia, by, gdy je otworzę, patrzeć wprost w niebieskie oczy swojego napalonego chłopaka. Składam na jego ustach delikatny pocałunek, zaczynając nieśmiało. On jednak nie chcę się patyczkować.
     Atakuje mnie. Atakuje mnie miłością. Całuje namiętnie, z wyczuciem, jakby chciał zaspokoić wszystkie moje potrzeby sercowe. Ręką błądzi gdzieś pod koszulką, jednakże nawet nie próbuje grzebać w spodniach. To oznacza tylko dwie rzeczy - Ma do mnie szacunek i nie chce tego robić w salonie, połączonym z kuchnią. Te wiadomości jakoś podnoszą mnie na duchu i zaczynam bardziej ingerować w pocałunki. Staję się napastnikiem. Przecież najlepszą obroną jest atak.
     Moje ręce same napastują jego ciało. Nie steruje nimi, one same wiedzą, gdzie podążyć. Zapoznają się z terenem. Hmm, sześciopak, dużo mięśni. Będzie ciężko, ale nie z takimi potworami się walczyło.
     Nagle, Jason podnosi mnie. Nogami zaciskam jego biodra, podczas, gdy od podtrzymuje mój tyłek. Nie przestając mnie całować, na ślepo idzie do (prawdopodobnie) sypialni. Czuję się coraz bardziej podniecony i nie przestaję go całować. Jak nie w usta, to w szyję, zawsze znajdę jakiś kawałek skóry oczekującej odrobiny miłości. Wchodzimy do pomieszczenia i od razu Jason kładzie mnie na duże, nawet trzyosobowe łóżko. Sam jeszcze przez chwilę stoi, by zdjąć swoją koszulę. Ja przez ten czas ściągam sweterek i rozpinam kilka guzików koszuli. Dalej pomaga mi jej się pozbyć w całości i układa mnie pionowo na łóżku, dokładnie pośrodku.
     Jest pochłonięty w całości całowaniem coraz niższych partii mego ciała. Zaczynam lekko dyszeć, mój oddech przyśpieszył już wcześniej. Mam zamknięte oczy, głowę momentami odchylam do tyłu. Staram się nie pojękiwać - sam nie wiem czemu. Nigdy nie lubiłem tego robić. Czuję dotyk zimniejszych rąk na swoim ciele, jeżdżących to na brzuchu, a to odrobinę niżej. Wydobywa się ze mnie jeden, ledwo słyszalny jęk, przez który mój partner śmieje się krótko i cicho. Otwieram oczy, by móc zobaczyć jego poczynania.
     Gdy zauważa zmianę na mej twarzy, z powrotem wraca do niej i zaczyna mnie namiętnie całować. Czuję się mały pod jego ciężarem, co jest intrygujące, że tak duża istota nie robi mi krzywdy, a wręcz przeciwnie. Wprawia mnie w ekscytacje, rządzi mną, jednocześnie tego nie robiąc. Stara się mnie zadowolić i próbuje opanować swe własne potrzeby seksualne. Uśmiecham się szeroko na swoje myśli, co trochę przeszkadza podczas pocałunku.
   - Z czego się cieszysz? Jeszcze nic nie zacząłem... - mówi cicho, z uśmiechem.
     Tym razem nawet zdobywam się na cichy śmiech i odpowiadam, trzymając jego twarz blisko swojej. Nasze wargi niemal się stykają, ale mam na tyle miejsca, by móc mówić.
   - Jesteś kochany. - szepczę i przybliżam jego twarz do swojej.
     Mocno, najmocniej jak potrafię. Nasze języki toczą zaciętą walkę, nikt się nie podda, nikt nie wygra. Oczy, mocno zaciśnięte nie są świadome zbliżających się rąk Jasona do mych bokserek. Zmysł czucia okazuje się w seksie najważniejszym zmysłem.
     Puszczam go. Nareszcie uwolniłem to zwierzę, tego Syna Jupitera, którym był. Chce dominować, chce być lepszym. Pozwalam mu na to, wręcz tego oczekuję.
   - Koniec pierdolenia. - oznajmia z chytrym uśmieszkiem na twarzy. - To znaczy, początek.
     Rozpina najpierw mój, a potem swój, rozporek wraz z guzikami. Ściąga moje spodnie, a następnie, też i bokserki. Nagość mi nie przeszkadza - wręcz jest mi zbawieniem. Jason robi te same czynności i po chwili, obydwoje jesteśmy nadzy na łóżku.
     Jason, chwyta za moje nogi i rozchyla je, przyciągając do siebie. Czuję jego penisa w okolicy tyłka. Czekam na pierwszy ruch z jego strony.
     Nie muszę długo tego robić. Po chwili, czuję go. Jest we mnie. Jęczę cicho, mój oddech przyśpiesza jeszcze bardziej. Jason wykonuje kolejny ruch, wsadza go głębiej. Wzdycham i pojękuję na przemian. Blondwłosy chłopak przyciąga mnie do siebie i dla odwrócenia uwagi, zaczyna całować moją szyję, a następnie przechodzi do ust. Nadal pojękuję, nawet, gdy dostęp do tlenu zasłaniają mi jego usta, ale jednocześnie czuję wielkie podniecenie i pragnę więcej. Szybciej. Mocniej. Partner, jakby czytając mi w myślach, przyśpiesza.
     Wkłada go całego, chcąc najwidoczniej jednocześnie uprzykrzyć i osłodzić moje życie. Dyszę szybko i nierównomiernie, oczy mam zamknięte, a wargi nadal są w ruchu. Mam wrażenie, że to dopiero początek.
     Znów przyśpiesza. Całujemy się rzadziej, mamy coraz dłuższą chwilę by na siebie popatrzeć. Nie korzystam z przywileju - o wiele lepiej czuję się z zamkniętymi oczami. Czuję narastającą furię, powoli budzącą się w Synu Jupitera. W końcu, musi pozostać uwolniona, a ja zamierzam jej w tym pomóc.
   - Co, blondasku, zmęczyłeś się? Ojojoj... - kręcę lekko głową.
     Chcę go wkurzyć. Nie, ja chcę go wkurwić. I udaje mi się. Jason zwiększa tempo do maksimum, jednocześnie kładzie mnie płasko na łóżku. Trzymam się kurczowo pościeli, gdy raz po raz wchodzi we mnie, raz szybciej, raz dłużej. Nie poprzestaje na jednej szybkości - Nie, nie. Zmienia ją, niczym Perfekcyjna Pani Domu białe rękawiczki. Już nie powstrzymuję w sobie jęków. Wydobywają się ze mnie same, bez mojej kontroli, zupełnie niezapowiedzianie. Czasem wyrywają mi się jakieś wulgarne teksty, ale to już tylko wtedy, gdy Jason za dużo sobie pozwoli.
     Kiedy jego tempo się zmniejsza, myślę z początku, że skończył. Ale nie. Pan Grace bierze mojego penisa do ręki i zaczyna nim ruszać. Do góry i w dół. Z uśmieszkiem na twarzy, jęczę pod jego dotykiem nadal, tym razem bardziej zadowolony. Taki obrót spaw zupełnie mi odpowiada. Te dwie, najprzyjemniejsze czynności sprawiają, iż zapominam o problemach, o całym świecie. Liczy się tylko przyjemność i ten Pan na górze, sprawiający ją. Słyszę śmiech Jasona, gdy kolejny raz stękam z ekstazy i mocniej chwytam kołdrę w dłonie. Całuje mnie namiętnie, czuję się jak w raju. Trzy najlepsze rzeczy, jakie może robić, robi w tym samym momencie! Wiem, że będzie oczekiwał rekompensaty, ale liczyłem się z tym już wcześniej.
     Sprawia, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie jeszcze przez kilka minut. Później dochodzę, a spuszczam się na dolną część jego brzucha. On, z uśmiechem, bierze jeden palec i nabiera trochę spermy na niego. Przybliża się trochę do mojej twarzy i zlizuje ją z palca, dając mi trochę. Hmm... słodka. Musiałem jeść dużo słodyczy.
     Wyciąga go ze mnie i ostatni raz całuje namiętnie w usta. Następnie wstaje i kieruje się w stronę pokoju obok.
   - Nie oczekujesz nic w zamian? - pytam z nadzieją.
     Odwraca się i rzuca do mnie słaby uśmiech.
   - Po tej terapii? Ani trochę. - odpowiada i znów rusza do (chyba) łazienki.
     Przez chwilę patrzę w pościel, myśląc o tym, co powiedział. Następnie szczerze się uśmiecham. To dlatego był taki łagodny... Pamiętał. Jedna, samotna łza szczęścia spływa mi po policzku. Ubieram się, ignorując trochę spermy znajdującej się w dolnej części brzucha.
     Po raz pierwszy od wielu lat mogę stwierdzić, że jestem naprawdę szczęśliwy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I napisane. Trochę mi to zeszło, najpierw było trudno, a później jakoś poszło.
Mówiąc szczerze, jestem całkiem zadowolona z tego Shot'a. Ale opinie pozostawiam wam.
Jeszcze jedna część mi została, chyba najprzyjemniejsza dla mnie do napisania. Tak, terapia.
Napomknęłam o niej pod koniec, żebyście w ogóle o niej nie zapomnieli. Liczę na jakiś odzew z waszej strony ;) To komentarz, to chociażby udostępnienie albo głos w ankiecie :)
Z pozytywnych rzeczy - Alex znowu będzie pisać, tylko od początku sierpnia *-* Kto nie może się doczekać tak samo jak ja? 
Kończę tę notkę z nadzieją na komentarze xD A, i statystykami rozkurwiacie system xD 


(Tak, to chyba Nico ;-; Po kurtce można poznać xD)




     

piątek, 17 lipca 2015

One - Shot! Jasico! 1/3

Kawiarnia


          * Jason *

   Idę sobie spokojnie ulicą na spotkanie, które ma odbyć się za dwadzieścia minut. Chcę przyjść wcześniej, by zająć najlepsze miejsce w kawiarni, tuż obok okna, przedstawiającego kwitnące liście starych drzew. Wchodzę i zajmuję wcześniej chciane miejsce. Odwieszam swój szary, długi płaszcz, chroniący mnie zwyczajowo przed deszczem, którego dzisiaj się nie doczekałem. Oznaczało to dobrą wiadomość – mój tata jest w dobrym humorze. Dziękuję mu w myślach za ładną pogodę i zasiadam na miejscu. Wzdycham cicho, napawając się zapachem świeżych ciasteczek oblanych czekoladą, kawy od której jestem uzależniony oraz samego miejsca, przepełnionego starymi bibelotami, przywołującymi początki dzieciństwa. 
   W takiej chwili i w takim miejscu nie mam ochoty wyciągać telefonu, bezużytecznego dziadostwa, niestety potrzebnego w dzisiejszym zabieganym życiu. Opieram się wygodnie o krzesło z ciemnobrązowego drewna i kolejny raz wodzę wzrokiem po dobrze mi znanym pomieszczeniu.
   Oczywiście, po mojej lewej znajduje się wielkie okno z widokiem na ulicę. Widoczny z mego miejsca jest wielki dąb, rosnący po drugiej stronie jezdni, ale także kwitnące przy nim kwiaty, jakich nie umiem rozpoznać. Narzekam w myślach na swe niedouczenie i odwracam głowę. Po prawej widzę długi rząd ciastek, ciast, ciasteczek i wszystkiego innego z początkiem cias-. W kącie dostrzegam także słodycze takiego rodzaju jak lizaki czy (mój ulubiony słodycz) żelki. Nawilżam usta nadmiarem śliny. Na końcu szyku stoi pani sprzedawczyni i uśmiecha się do mnie, gdy na nią patrzę. Odwzajemniam uśmiech i kiwam głową na powitanie.
   Znam ją. To pani Agnieszka, zawsze jak tu jestem, podaje mi najświeższe ciasteczka, nie jak Grażyna. Ta druga jest pięćdziesięcioletnią babą z problemami dotyczącymi mojego braku wychowania. Myśli o mnie, jak o zbuntowanym osiemnastolatku, który ma na celu zniszczenie tego wszechświata. Bo raz, nie powiedziałem jej dzień dobry. Wzdycham z myślą na to wspomnienie, gdy oburzona podchodzi do mojego stolika i wściekłym tonem pyta: ,,Co podać?!". Cóż, niektórym ludziom wystarczy taka błahostka, by cię znienawidzili.
   Patrzę na zegar wiszący na ścianie, przede mną. Za około dziesięć minut powinien zjawić się mój kompan. Wstaję, by wykorzystać wolny czas i pójść do toalety. Omijam obraz owoców w koszyku i wchodzę do pomieszczenia. Jasnoniebieskie kafelki, białe umywalki i szare kabiny, w ogóle nie pasują do reszty kawiarni. Załatwiam się, a następnie myję ręce. W pomieszczeniu nie ma szczególnej rzeczy, która zwróciłaby moją uwagę, prócz lustra. Jemu przyglądam się najdłużej.
   Poprawiam swe blond włosy zarzucone do góry. Niebieskie oczy, niegdyś stalowe i niewyrażające uczuć, po dwóch latach po wojnie, złagodniały. Zerkam na swą bliznę przy górnej wardze i uśmiecham się na myśl o wspomnieniu z zszywaczem. Dochodzę po raz kolejny do wniosku, iż byłem dziwnym dzieckiem.
   Poprawiam też muszkę, którą nałożyłem specjalnie na dziś dzień. Białej koszuli nie włożyłem w spodnie dziś rano, przez co zasłania mi kawałek tyłka. Ciemnoniebieskie spodnie i czarne buty typu trampki, zdecydowanie nie pasują do górnej części stroju, ale nie przejmuje się tym. Zamiast tego uśmiecham się sam do siebie w lustrze i wychodzę z pomieszczenia.
   Unoszę głowę wysoko do góry i patrzę na zajmowane miejsce. Zaproszona przeze mnie osoba jeszcze nie dotarła na miejsce, a ma tylko pięć minut. Kiwam niezauważalnie głową i staram się odrzucić myśl, iż osoba zaproszona zapomniała o spotkaniu albo postanowiła na nie po prostu nie przyjść. Siadam na krześle i odwracam głowę w kierunku okna. Nagle, spostrzegam go. Wychodzi zza drzewa i idzie w moim kierunku z parasolką; zapewne myślał, że się przyda. Uśmiecham się, kiedy omija kwiatki z ostrożnością, by nie nadeptać na żadnego z nich. To właśnie on - Nico di Angelo. Przechodzi przez jezdnię, rozglądając się wcześniej w prawo i w lewo, jak na przyzwoitego mieszkańca przystało. Wchodzi do kawiarenki i nerwowo rozgląda się w poszukiwaniu mnie. W końcu, kieruje swą głowę na lewą stronę i kąciki jego ust lekko unoszą się na mój widok. Odwdzięczam się uśmiechem i wstaję, by móc należycie przywitać czarnowłosego. On odwiesza swą czarną, wiosenną kurtkę i patrzy na mnie przez chwilę.
     - Hej. - witam się ochrypłym głosem
   Zamiast normalnym powitaniem, Nico odpowiada uściskiem. Zaskoczony, dopiero po chwili przyłączam się do przytulania i chowam jego głowę w swój obojczyk. Nagle poczuwam niewyobrażalnie wielką potrzebę chronienie go przed złem teraźniejszego świata i zaciskam bardziej swe ramiona. Brodą dotykam jego włosów, a nosem wciągam ich zapach. Mmm... jabłko. Aż nabieram ochoty na zjedzenie tego owocku. Po czasie około trzydziestu sekund, puszczam Nica wolno i zaczynam patrzeć mu w oczy. Widzę w nich... tęsknotę?
      - Tęskniłem. - wyznał.
   Czyli jednak to prawda, iż oczy są odzwierciedleniem duszy. Kiwam wolno głową i sam odpowiadam:
     - Ja również. Siadaj, mamy sobie wiele do opowiedzenia. - mówię już bardziej optymistycznym tonem.
   Zasiadamy przy stoliku. Wtedy dopiero zaczyna się do nas zbliżać pani Agnieszka z uśmiechem na ustach. Dziękujemy jej zgodnie, gdy podaje nam karty menu i oddala się. Zastanawiam się wraz z Nico, na co mam ochotę, prowadząc przy tym luźną konwersację na temat dzisiejszej pogody. Wiem, nic przebojowego. Dalej, temat przechodzi na Zeusa. Jesteśmy w środku konwersacji, kiedy to do naszego znów podchodzi Agnieszka i zbiera zamówienia. Ja wybieram zwykłą kawę z mlekiem, z ciastkiem i do tego torcik czekoladowy. Żelków nie muszę wymieniać - to oczywiste, że je także zamówiłem. Nico zamawia mrożoną kawę, a do tego ciasto karmelowe. Pani odchodzi z uśmiechem i znów zostajemy sami.
     - Na czym to skończyliśmy... - zamyślam się - A, no tak, Zeus i jego dobry humor. - niezauważalnie się uśmiecham.
   Nie wiem czemu. Czuję szczęście, gdy po latach mogę spotkać się ze swym najlepszym przyjacielem.
    - Tia... Już to widzę. Zeus i dobry humor... To prawie tak samo niemożliwe jak miła Gaja - rzuca niedbale.
   Cicho śmieję się pod nosem.
     - Nie przesadzaj. Przecież on się kiedyś tam uśmiechnął... - myślę nad taką sytuacją, gdy Nico patrzy na mnie nieprzekonany - Eee... Yyy... Dobra, masz rację. - unoszę ręce i kapituluję.
   Mój przyjaciel wysyła mi kolejny lekki uśmieszek i poprawia swoje rękawy od swetra. Założył dziś kremową koszulę, a na nią niebieski sweter i do tego dobrał czarne spodnie. Na buty nawet nie patrzę. Bardziej interesują mnie jego piękne, ciemnobrązowe oczy, które nie zmieniły się po tych dwóch latach od walki z Gają. Teraz, ten chłopak ma prawie siedemnaście lat! Przeżył tyle w swoim życiu, co niejeden by chciał. Gapię się na niego, przez co czarnowłosy zadaje pytanie:
     - Mam coś na twarzy? - I zaczyna przecierać swoją twarz dłońmi.
   Kilka razy kręcę głową, by się otrząsnąć.
     - Nie, nie - zaprzeczam - Po prostu... można powiedzieć, że zatopiłem się w twych oczach.
   Patrzy na mnie wpierw podejrzliwie, a później z uniesionymi kącikami i ledwo widocznym rumieńcem. Śmieję się z jego tak zwanej słodkości, gdy podchodzi do nas kelnerka. Znów dziękujemy jej zgodnie, kiedy odstawia nasze zamówienia na stolik i z każdym z nas nawiązuje kontakt wzrokowy. Następnie odchodzi, a my kontynuujemy temat.
     - W jakim sensie... zatopiłeś? - pyta niepewnie Nico.
   Zastanawiam się, jak sensownie wytłumaczyć to stwierdzenie. Cóż, chyba najlepiej będzie powiedzieć prawdę.
     - Ehh... - wzdycham ciężko na myśl, co zaraz powiem - Nico, powiedz mi, dlaczego się spotkaliśmy?
 Chłopak udaje zamyślenie. Bierze łyk swojej kawy i odpowiada.
     - W sumie, to nie wiem. Wczoraj zakończyłem terapię u psychologa i mówiłeś, że będziemy to dzisiaj świętować. Nie wiem, jakie masz inne zamiary... - ostatnie zdanie wręcz mruczy.
   Nie potrafię się nie uśmiechnąć na te słowa.
     - Gdybyś wiedział, jakie naprawdę mam zamiary, uciekłbyś w podskokach. - pochylam się nad stolikiem i patrzę mu w oczy wyzywająco.
   Na jego policzki wskakuje rumieniec, który próbuje zakryć dłońmi. Uśmiecham się zadziornie i czekam na odpowiedź.
     - Taa... jasne. - rzuca, niby niedbale - To powiedz mi o swoich zamiarach, Panie Grace. - on również przybliża swą twarz do mojej.
   Dzielą je tylko kilka centymetrów. Jeszcze trochę i mój plan wypali.
     - Jesteś tak daleko, Aniele. Przybliż się do mnie, proszę.
   Słucha się mnie. Po około dziesięciu sekundach nasze twarze dzieli już nie kilka centymetrów, a minimetrów. Lekko otwieram usta i wypowiadam tuż przed jego wargami:
     - Kocham Cię, di Angelo.
   Następnie składam na jego ustach delikatny pocałunek. Chłopak nie oddala się, a wręcz przybliża. Zamykam oczy, by jeszcze bardziej poczuć rozkosz i przyjemność z wykonywanej czynności. Po kilku sekundach oddalamy się od siebie i patrzymy sobie w oczy.
     - Ja też Cię kocham, Grace. Dobrze jednak było przyjść na to spotkanie. - uznaje z uśmiechem.
    Mnie również kąciki ust unoszą się, kiedy nagle podchodzi do naszego stolika Pani Aghata. Ma w ręce butelkę szampana i dwa kieliszki.
     - Na koszt firmy. - oznajmia z pozytywnym wyrazem twarzy.
   Kładzie należycie kieliszki i zaczyna otwierać szampana, specjalnym urządzeniem. Widać, że ma wprawę, ponieważ idzie jej to szybko i już po kilkunastu sekundach nalewa nam napój. Dziękujemy jej, każdy z osobna, a gdy odchodzi, zaczynam mówić:
     - Cóż za zrządzenie losu...
   Unoszę kieliszek i czekam, aż mój partner również to zrobi. Trzymam swą rękę w powietrzu, tuż obok jego dłoni z pełnym naczyniem.
     - Za nas. - szepczę i jednocześnie uderzamy w swoje kieliszki.
     - Za nas. - powtarza.
   Biorę małego łyka szampana i delektuje się smakiem. Następnie uśmiecham się do Nica i ruszam jedną brwią, by go zachęcić na ciąg dalszy po kawiarni. Śmieje się cicho i również upija łyka napoju.
     - Ani o tym nie myśl, Jason. - moje imię wypowiada z taką władczością, iż mam ochotę się schować.
   Na szczęście, po sekundzie mi przechodzi i nabieram chęci na dominowanie. Ruszam - tym razem dwoma - brwiami i dopijam szampana. Oblizuję po tym wargi, co wprawia Anioła w niezłe zadowolenie.
     - No, ale... - staram się wymyślić jakąś dobrą wymówkę, ale widząc minę Nico wiem, że będzie ciężko - Tyle się postarałem, a z seksu nici... - mruczę już sam do siebie.
   Jednak, ten skubaniec, Syn Hadesa, musiał wszystko słyszeć i teraz chichocze sobie pod nosem. Nalewam sobie kolejną porcję, przy okazji robiąc to samo z kieliszkiem Nica. Po chwili znów pijemy  i patrzymy na siebie flirtującym wzrokiem. To jest jak gra - kto pierwszy odpuści, w sypialni zostanie podwładnym. Cóż, zawsze lubiłem hazard...
    Kolejne minuty mijają, a my nadal patrzymy na siebie, popijając szampana. Nie musimy mówić nic, rozumiemy się bez słów. No, prawie. Gdy picie i jedzenie się kończy, idziemy do kasy. Dziękuje w naszym imieniu za tak miły gest ze strony kawiarni i płacę za zamówione jedzenie. Ubieramy się i kierujemy w stronę mojego domu.
     - Gdzie ty mnie prowadzisz? - nagle pyta czarnowłosy.
   Uśmiecham się skrycie, a następnie przybieram obojętny wyraz twarzy.
     - Czy musisz wszystko wiedzieć? - odpowiadam retorycznym tonem.
   Kiedy chce coś powiedzieć, zasłaniam mu usta swoimi wargami i chwytam za rękę. Ten, cały zaczerwieniony, chce ją wyrwać, a przy tym mówi:
     - Ty głupku, ktoś mógł nas zobaczyć! - oburza się.
   Przyciągam go kolejny raz do siebie, tym razem mocniej i ofensywniej.
     - Niech patrzą. - szepczę mu wprost do ucha. - Najwyżej orgazmu dostaną.
    Śmieję się ze swej sprośności i kieruję Nica do domu. Żeby on tylko wiedział, co go tam czeka...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ha! KABUM, HEDSZOT!
Patrycja umie kończyć w idealnych momentach, prawda? XD 
Nabrałam ochoty na Jasico (To przez wyjazd do Grecji i rozmowę z Moniką i Łucją o Jasico XD) to napisałam :3
Ten ,,One - Shot" tak naprawdę będzie ,,Three - Shot'em" :3 
Kolejna notka będzie z perspektywy Nica, a kolejna Jasona.
Rozdział też dodam niedługo, a specjal na 10 000 wyświetleń prawdopodobnie będzie specjałem na 15 000 XD 
Cóż, zaczekacie, prawda? 
A i od was zależy jedna decyzja. Ja nadal się waham, a akurat w tych One - Shot'ach chcę zadowolić głównie Was.
Czy ma pojawić się scenka +18? Daawno takiej nie pisałam i nie wiem, jak by wyszła, ale chyba nawet okey... Od was zależy.
Niedługo także pojawi się szablon ^-^ Widziałam już sam nagłówek - Jest boski i śliczny *-*
Okey, to do napisania! Pozdrawiam :3
Ps. Dziękuję też za 12 000 wyświetleń <3