poniedziałek, 30 listopada 2015

One - Shot! PERCICO! 3/4

Trening


   Wchodzę do szatni i szybko kładę torbę na ławkę. Jestem spóźniony na trening z Percy'm, miałem zacząć ćwiczyć jakieś piętnaście minut temu. Ściągam górną część garderoby i zaczynam grzebać w torbie w poszukiwaniu nowej, przeznaczonej do ćwiczeń, koszulki. Gdy już myślę, że jej zapomniałem, znajduję ją na samym dole, tuż pod białym ręcznikiem oraz wodą mineralną. Przebieram się, zabieram wszystkie potrzebne przedmioty i wychodzę z szatni.
   Słyszę, jak Percy kozłuje piłką do koszykówki. Przekraczam próg sali gimnastycznej i od razu nawiązuję kontakt wzrokowy z Percy'm.
     – Spóźniłeś się – oznajmia błyskotliwie Percy. – Mam poważną sprawę do obgadania z Tobą o Sam Wiesz Kim i o jego Sam Wiesz Jakim nałogu.
   Przewracam oczami i odkładam wodę mineralną oraz ręczniki. Następnie zdejmuję naszyjnik, którego zapomniałem ściągnąć wcześniej i podchodzę do Percy'ego, chwytając wcześniej za piłkę.
     – Jaka to poważna sprawa? – pytam, kozłując piłkę w prawej ręce.
   Uznałem rozgrzewkę za zbędną, już i tak biegłem na autobus.
     – Rozmawiałeś z Jasonem o jego papierosie?
     – Tak. Wczoraj wieczorem, jak się z nim spotkałem.
     – I właśnie o to chodzi. – Zaciekawia mnie Percy. Rzuca piłkę do kosza z odległości, gdzie zdobyłby dwa punkty. - Dzisiaj rano rozmawiał o tym ze mną i próbował mnie przekonać, że on nie jest uzależniony i potrzebuje tej fajki do normalnego funkcjonowania.
   Zaciskam szczękę i rzucam do kosza, jak to wcześniej zrobił Percy. Niestety, piłka odbija się od krawędzi.
     – Co my tak właściwie możemy jeszcze zrobić? – Zagaduję w drodze po piłkę. – On nas nie słucha, jest zaślepiony nałogiem. – Robię krótką przerwę. ˜– Chyba będziemy zmuszeni powiedzieć to jego matce, nie sądzisz?
   Percy z przypływu gniewu kolejny raz rzuca do kosza. Oczywiście trafia.
     – Wolałbym tego uniknąć. Sam wiesz, jaka jest jego matka. – Doskonale wiem, o co mu chodzi. – Może powinniśmy zapisać go do psychologa? Chociaż nie, do tego potrzebni są chyba rodzice...
   Łapię się za głowę i zastanawiam, co my możemy zrobić. Jesteśmy bezbronni.
     – Może udałoby nam się znaleźć jakieś tabletki do rzucania palenia albo plastry. Ludzie takich używają, jak są za nerwowi, gdy rzucają palenie. – proponuję.
   Percy patrzy na mnie nieprzekonany, ale parę sekund później kiwa głową i podchodzi do mnie.
     – Ja to załatwię. Musimy jeszcze namówić Jasona, żeby je brał. Masz na to jakiś pomysł? Przypomnę, że normalna rozmowa nie pomaga...
     – Mam! – wykrzykuję. – Wiesz, kogo słucha bezgranicznie?
     – Piper! – krzyczymy w tym samym momencie.

***

     – On nie skończył palić?! – unosi głos w nerwach Piper. 
   Obydwoje kręcimy niechętnie głowami i zerkamy na wkurzoną, ale i jednocześnie smutną, dziewczynę Jasona. Stoimy na sali gimnastycznej, już po treningu. Opieram się o zimną ścianę, trzymając piłkę w dłoniach i wyobrażając sobie zamiast niej Jasona. To się chyba zaczyna robić psychiczne.
     – Właśnie chcemy cię poprosić, byś spróbowała mu przemówić do rozumu. My już z nim rozmawialiśmy, ale on uparcie sądzi, że nie przeżyje kolejnego dnia bez tej pieprzonej fajeczki! 
     – Stał się agresywny – dodaję po cichu. 
     – Co ty powiedziałeś? – zapytał Percy, mierząc mnie wzrokiem.
   Biorę głęboki oddech i wyjaśniam ze stoickim spokojem w głosie:
     – Zaczął mnie wyzywać, gdy się wkurzy, krzyczał, że mnie nienawidzi i, że zniszczyłem mu życie. Kilka razy mnie popchnął, a raz chciał podbić oko. To wszystko wydarzyło się w przeciągu jednego, dzisiejszego dnia.
   Percy zerka na Piper z miną zbitego szczeniaka. Widać, że jest bezradny i nie chce, żeby coś mi się stało. A co najważniejsze, chce chronić przyjaciela.
     – Muszę z nim porozmawiać, zrobię to jeszcze dzisiaj, obiecuję – wyznaje Piper po minucie ciszy. – Nic ci poważnego nie zrobił?
   Wiem, że pytanie jest skierowane do mnie, choć nie patrzę na dziewczynę. Całą swoją uwagę skupiam na piłce.
     – Nie. Udało mi się wyślizgnąć. Jak sama wiesz, nie raz mnie zaczepiali w szkole i musiałem się jakoś bronić lub uciekać. W przypadku Jasona wystarczył szybki unik i krzyk.
   Piper chowa twarz w dłoniach na moje słowa. Całej naszej trójce zależy na zdrowiu i szczęściu tylko jednej osoby, która nie chce od nas przyjąć pomocy.
     – Dobra, ja idę do niego, bo nie wytrzymam. Miłego dnia chłopaki, dziękuję za wszystko. Postaram się postawić tego upartego jak osioł Jasona do pionu. – Nagle Piper podchodzi do mnie. – Uważaj na siebie. Jesteś dla mnie jak brat, pamiętaj.
   Rzucam piłkę na ziemię i przytulam Piper, która, jak na złość, jest ode mnie troszkę wyższa. Puszczam ją i uśmiecham się w jej stronę, by dodać jej otuchy.
     – Do zobaczenia jutro! – rzuca na pożegnanie i wychodzi z sali.
   Zerkam na Percy'ego. Uśmiecha się, choć dostrzegam w jego spojrzeniu nie tylko radość i ulgę. Jest tam też... zazdrość?
     – Mam nadzieję, że jesteś gejem, a nie biseksualistą – mówi cicho i podchodzi do mnie.
   Dwa dni temu byłem z nim w restauracji, wczoraj natomiast spędziłem większość czasu z Jasonem poza szkołą, jak i w szkole. Dopiero teraz widzę się z Percy'm... na żywo.
     – Jestem tylko i wyłącznie gejem – oznajmiam i podchodzę krok bliżej.
   Percy patrzy na mnie z góry i uśmiecha się pod nosem. Wyciąga ramiona przed siebie i przytula mnie oraz całuje w czoło.
     – Jesteś taki malutki, wiesz o tym?
   Leciutko uderzam go w tył pleców i mocniej przytulam.
     – Tak, wiem o tym. Nie wnerwiaj mnie nawet – ostrzegam.
   Śmiech Percy'ego roznosi się po sali gimnastycznej. To taki cudowny dźwięk.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiiiitajcie! Może troszkę krótko, ale lepszy rydz niż nic xD 
OBEJRZAŁAM TEEN WOLF I WRACAM DO ŻYCIA <3
Tak btw. macie jakieś seriale do polecenia? XD
Mam zamiar obejrzeć kiedyś Supernatural, a tak to nie wiem. 
Chcę też ogłosić, że mam cięższy okres w życiu i w ogóle, będę miała kolejny raz psychologa, jak nie gorzej i w ogóle ;-; Więc BARDZO przepraszam za nieobecność! 
Po raz pierwszy od 2 tygodniu udało mi się coś napisać, serio. Przepraszam :c
Ale koniec smutasków i koniec notki xD 
Pozdrawiam wszystkich i chcę podziękować za 10 obserwatorów bloga <3 Zapraszam do obserwowania tak przy okazji. Do komentowania również. Oraz do brania udziału w ankietach :3 
Dobra, kończę, papaa xD 


(Sterek to najlepszy Pairing w Teen Wolf <3)

czwartek, 12 listopada 2015

One - Shot! PERCICO! 2/4

        Wspólny „przyjaciel”


   Zdejmuję pilotkę i kładę ją obok siebie. Percy siedzi na przeciwko mnie i również zdejmuje z siebie zbędne ubrania. W następnej chwili po prostu zabiera z mojego siedzenia kurtkę i odwiesza na wieszaku, znajdującym się obok drzwi wejściowych. Jestem mile zaskoczony jego zachowaniem.
   Mam wrażenie, jakby Percy przyprowadził mnie do restauracji, niżeli do kawiarni. Czuję się dziwnie będąc z nim w tak… romantycznym miejscu. 
   W ciemnobrązowych deskach są zamontowane czerwone diody. Rzucają one delikatne światło na stolik. Percy nagle zabiera moją kurtkę i idzie ją odwiesić. Choć wydaje mi się to z lekka dziwne, to jest to uprzejme i miłe z jego strony. Tylko czemu tak się stara? 
   Odrzucam od siebie to pytanie. Po co mam sobie psuć dzień i humor? Biorę do rąk menu i przeglądam. Prycham, gdy widzę, ile normalnych dań mam do wyboru. Percy naprawdę zabrał mnie do restauracji, a nie do zwykłej kawiarni!
   Wzdycham ciężko, myśląc o tym, ile pieniędzy tu wydam. Mam przy sobie około dwadzieścia złotych, więc raczej nic tutaj nie zjem... 
     – Bu! - próbuje wystraszyć mnie Percy. 
   Ja machinalnie próbuję się bronić. Łapię Percy'ego za skrawek jego koszulki i nieświadomy rzucam nim o swoje nogi (gdzie, jakbym stał, byłaby podłoga) i twarz Percy'ego ląduje pomiędzy moimi udami. 
   Jestem cały zawstydzony, szybko próbuje go podnieść, by jak najkrócej był ze mną w bliższym kontakcie. Kiedy nareszcie twarz Percy'ego jest na równi z moją, staram się nie okazywać zmieszania, które czułem w środku. 
     – Przepraszam, przepraszam, przestraszyłem się i tak jakoś wysz… – W tym momencie zauważam, jak Percy się śmieje. 
   Nie wiem, co o tym myśleć. Może też powinienem się zacząć śmiać? Uśmiecham się lekko, gdy widzę, jak Percy patrzy mi w oczy. Nadal trzymam jego koszulkę i zaczynam przybliżać go do siebie. Jednoczenie nie chcę tego, a z drugiej pragnę. Wcześniej miałem jeden związek z chłopakiem, jednak zakończył się fiaskiem. Jestem ciekaw czy z Percy'm byłoby inaczej…
     – Wybaczam ci - nagle mówi Percy i cmoka mnie w nosek. – Wiem, że to osobiste pytanie, ale… ty też jesteś gejem?
   Przełykam ślinę i uśmiecham się szeroko, na co Percy wytrzeszcza oczy. Po raz pierwszy chyba widzi mnie tak radosnego. Puszczam jego koszulkę, następnie przesuwam się w lewo, by Percy mógł usiąść obok mnie. On robi to nadal oszołomiony, a ja tylko leciutko się uśmiecham.
     – Tak, jestem nim – zaczynam – od jakichś dwóch czy trzech lat.
   Percy patrzy na mnie miłe zaskoczony, ale też zaintrygowany. Widzę w jego oczach, że ta informacja go zadziwiła.
     – Witaj w klubie w takim razie – uśmiecha się do mnie.
   Cicho śmieję się z tego i próbuję odwrócić swoją uwagę od jego cudnych oczu. Wyciągam telefon i sprawdzam godzinę. Trzydzieści pięć minut po trzynastej. Chowam z powrotem telefon do prawej kieszeni spodni i zerkam na Percy'ego. Patrzy na mnie z lekkim uśmiechem, ale mam wrażenie, że myślami jest gdzie indziej. Pstrykam palcami centralnie przed jego twarzą, by go wybudzić.
   Chłopak potrząsa głową i mruga oczami parę razy. Patrzy na mnie czule. Kolejny raz mam wrażenie, że myśli o kimś innym.
     – Bardzo przypominasz mi mojego byłego. – Nagle cała sprawa się wyjaśnia. – Ubierał się podobnie do ciebie, miał specyficzne poczucie humoru, rzadko się uśmiechał...
   Coś mi w tym nie pasuje. Marszczę brwi w zastanowieniu.
     – Jak miał na imię twój były? – pytam.
   Percy stara ukryć swoje zażenowanie i wymawia jego imię:
     – Marcus. – Po chwili ciszy dodaje – A co?
   Wyciągam kolejny raz szybko telefon mając nadzieję, że to tylko zbieżność imion. To niemożliwe, to znaczy, możliwe, ale nieprawdopodobne... Znajduję szybko zdjęcie mojego byłego i pokazuje je Percy'emu.
     – To on? – pytam.
   Percy kiwa głową, a ja prycham rozśmieszony i wkurzony tą sytuacją.
     – To również mój były – wyjaśniam, chowając telefon. – On mnie zdradzał z tobą, oraz ciebie ze mną, tak zgaduję.
   Percy łapie się za głowę, najwidoczniej nic nie rozumie albo układa wszystko w głowie.
     – Kiedy zerwaliście? – pyta po chwili zastanowienia.
     – Jakieś trzy miesiące temu – odpowiadam.
   Percy opiera się o kanapę i zamyka oczy. Widzę, jak zaciska mocno zarysowaną szczękę, jest wściekły. Czyli najwidoczniej i on zerwał z nim jakieś trzy miesiące temu.
     – Widziałem cię, jak się z nim całowałeś jakiś miesiąc przed rozstaniem. Dałem mu ostatnią szansę. – Robi chwilę przerwy. – Ty też mnie z nim widziałeś?
   Odwraca głowę w moją stronę. Zaprzeczam i chowam twarz w dłoniach. Wszystkie wspomnienia do mnie powróciły. Jak on mnie błagał o przebaczenie za każde drobne przewinienie. Kupował mi prezenty, dbał o mnie, przychodził codziennie... To był najpiękniejszy okres w moim życiu.
     – Zerwałem z nim, bo zobaczyłem, jak pieprzy się z jeszcze innym człowiekiem – szepczę.
   Czuję na swoim ramieniu dłoń Percy'ego. Jest taka ciepła...
     – Chodź, przytul się. Nie warto rozpaczać po takim debilu. – Podnosi mnie i przytula.
   Na początku dziwnie czuję się w jego objęciach. Przyzwyczaiłem się do drobnego ciałka mego byłego, jednak ciało Percy'ego wydaje się być mi o wiele bliższe. Chowam twarz w jego obojczyku i patrzę na jego szyję, nawet dotykam jej nosem. Kusi mnie do zrobienia jednej głupiej rzeczy.
     – Kusisz. – Śmieję się cicho. – Jeszcze chwila, a będziesz mieć malinkę na szyi, więc mnie puść.
   Percy podśmiewa się cichutko i leciutko popuszcza uścisk. Niespodziewanie łapie moją twarz za policzki i przejeżdża po nich delikatnie palcami. Delikatne ciarki przechodzą mi po plecach, patrzę Percy'emu prosto w oczy. Są tak przepięknie zielone, idealne, nie mogę oderwać od nich wzroku.
   Ku swojemu zdziwieniu udaję mi się to po chwili. Gdy Percy zaczyna palcami jeździć po moich ustach, zaczynam wpatrywać się w jego wargi. Leciutko rozwarte, o malinowym odcieniu wydają się być idealne, jak cały Percy. Zaczynam powolutku przybliżać się do Percy'ego. Okazuje się, że jest to niepotrzebne, Percy przejmuje całą inicjatywę.
   Wpija się w moje usta delikatnie, subtelnie. Gdy natychmiastowo oddaje pocałunek, Percy zaczyna go pogłębiać. Łapię go za szyję i przyciągam do siebie. Pragnę go. Jego usta idealnie pasują do moich... Przypadek? Nie sądzę.
   Po skończonym pocałunku stykamy się nosami i patrzymy na siebie, niezaspokojeni. Uśmiecham się.
     – Nawet nie wiesz, od jak długiego czasu chciałem to zrobić – wyjawia.
   Marszczę brwi, a kąciki ust unoszą się.
     – Czyli ta akcja z pomocnikiem to pretekst? – pytam.
   Percy śmieje się i całuje mnie jeszcze raz.
     – Dokładnie tak.
   Śmiejemy się obydwoje, a następnie przytulamy. Zaczynam go łaskotać, że w taki sposób chciał mnie „zdobyć”. Percy wyrywa się, ale nie ma szans na ucieczkę. Co, jak co, ale łaskotać to ja umiem!
   Przestaję dopiero, gdy pani przynosi zamówienie, którego de facto nie zamówiłem. Pani przyniosła przepysznie wyglądającą lasagne dla mnie oraz spaghetti dla Percy'ego. Zacząłem dziękować Percy'emu za to, że uwielbia kuchnie włoską, tak jak ja.
   Dziękujemy kelnerce za zamówienia, a ona oznajmia, że zaraz przyniesie nam coś do picia. Kiwamy głowami, a gdy Pani odchodzi, całuję Percy'ego w biorę w ręce nóż.
     – Jason mi kiedyś wspominał, że kochasz kuchnię włoską, zupełnie jak ja – wyjaśnia Percy. – Więc zamówiłem coś, co cię utuczy.
   Unoszę brwi i z pełną buzią patrzę na Percy'ego, jak na dziwaka. Utuczy? Szybko przeżuwam i połykam pyszną lasagne i oświadczam:
     – Nie jestem wychudzony, żeby trzeba było mnie utuczać.
   Percy parska śmiechem i prawie wypluwa makaron, który ma w buzi. Przychodzi kelnerka, stawia nam szklanki z colą i odchodzi z uśmiechem. Chłopak popija wcześniej spożyty pokarm i zaczyna tłumaczyć mi moją anoreksję. Jego paplanina skutkuje moją głupawką, przez którą nie mogę zjeść kolejnego kawałka lasagne'i.
   Dopiero za trzecim razem mi się to udaje.

***

   O siedemnastej idę do swojego domu, Percy musi iść na trening. Pod koniec spotkania rozmawiałem z nim poważnie i stwierdziliśmy, że jest za wcześnie na związek. Niech to będzie... eksperyment. Uśmiecham się. Taki układ jak najbardziej mi pasuje, choć w głębi duszy czuję, że już niedługo będę mówił na Percy'ego per. Chłopak.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam wszystkich po długiej przerwie, spowodowanej... Eeee... Sama nie wiem ;---; 
Jako iż dzisiaj siedzę w domu, to postanowiłam coś tutaj nabazgrać. Mam nadzieję, że kolejna część Shota wam się spodobała <3 
Zachęcam was do brania udziału we wszystkich ankietach, to jeden z lepszych sposobów, bym dowiedziała się, co chcecie czytać i czy w ogóle ktoś to czyta xD Choć wiem, że tak :3
Jeżeli czytasz to Night Shadow to... mam nadzieję, że wrócisz do blogosfery :c Brakuję mi Twoich rozdziałów, jednak to nie jest dobre miejsce na pisanie takich rzeczy.
Kończąc, mam nadzieję, że wam się spodobało, może zabiorę się za Jasico, ale mam tyle opowiadań na głowie, że nie mam się za co zabrać ;-; 
Pozdrawiam i kofffam was <3 

Ps. Mam nadzieję, że półpauzy stosowane w dialogach przypadną wam do gustu ;-; Postanowiłam pisać bardziej profeszjonal i tak wyszło XD 

czwartek, 22 października 2015

One - Shot! PERCICO! 1/4

Emo


   Idę do szkoły, mając słuchawki w uszach. Piękna, a zarazem smutna muzyka dźwięczy w mej czaszce. Chyba czas ściszyć muzykę, bym nie ogłuchł już całkowicie. Zdejmuję słuchawki i nagle, bez ostrzeżenia, ktoś krzyczy mi wprost do ucha:
     - Czemu się spóźniłeś?!
   Wpadam na ścianę i zakrywam uszy. Znajduję się w niezbyt miłym miejscu, wszystko tutaj śmierdzi, chodnik „ozdobiony” jest psim kałem. Przez chwilę mam zamknięte oczy, lecz zaraz je otwieram, by zerknąć na napastnika. Okazał się nim Jason, mój najlepszy przyjaciel. 
     - Wziąłeś?! - pyta nagle i zaczyna mnie przeszukiwać. 
   Odpycham go i wyjmuję z tylnej kieszeni spodni E-papierosa. To chyba jedyna wada, jaką posiada Jason. Jest uzależniony od tego gówna, a od kiedy jego matka zobaczyła u niego to narzędzie zbrodni, zakazała mu wychodzić z domu przez miesiąc, wyrzuciła E-papierosa i na dodatek przeszukiwała każdego, kto wchodził do jej domu. Przyznam, nie było to zbyt miłe, lecz jak mus to mus.  
     - Masz ten szajs. - Rzucam mu go. - A teraz chodź, spóźnimy się do szkoły. 
   Jason z uśmiechem na ustach zaciąga się i rusza za mną. 
     - Mniam. Wiśnia - komentuje smak swojej fajki, a przez resztę drogi się nie odzywa. 

***

   Wchodzę do szkoły i kieruję się w stronę szatni. Odstawiam swoją przydużą pilotkę, rozmawiając w tym czasie z Jasonem. On naturalnie schował wcześniej swoją fajeczkę, by żadna nauczycielka go nie przyłapała. Rozmawiamy o szkolnych zawodach, kiedy podchodzi do niego Percy - kapitan. Jedna z najprzystojniejszych osób w szkole. Konkuruje o ten tytuł z Jasonem. 
     – Nie zapomnij, że za tydzień gramy ważny mecz. Przygotuj się. – Mruga do niego, a następnie przechodzi wzrokiem na moją osobę. – My już się poznaliśmy, co nie?
   Kiwam z wolna głową. Miałem już „zaszczyt” rozmawiać z Panem Jacksonem. 
     – Tak, Nico jestem. – Wyciągam do niego otwartą dłoń.
   Uśmiecha się szeroko i przedstawia. Łapie moją rękę dość mocno i potrząsa nią intensywnie.
     – Nie wyznaczyłem cię przypadkiem na swojego pomocnika? – zastanawia się, a ja nerwowo marszczę brwi. Puszczam jego dłoń i chowam swoją do kieszeni bluzy. – Jak nie, to teraz to zrobię. Zostaniesz moim pomocnikiem? 
   Otwieram szerzej oczy i przegryzam w zamyśleniu dolną wargę. 
     - A na czym by to miało polegać? - pytam. 
   Jackson uśmiecha się szeroko i wskazuje głową, byśmy ruszyli w stronę klas. Idziemy obok siebie; Ja pośrodku, a chłopacy po moich obu stronach. Pewnie dziwnie to wygląda. Jestem z nich najniższy, nie należę także to klubu koszykówki. Ubrany cały na czarno zapewne odstraszam ludzi w porównaniu do kolorowo ubranego Jasona. Może i pali. Lecz chociaż wyglada normalnie. 
     – Pomagałbyś mi. Przynosił piłki, może nawet ze mną poćwiczył. Podawał wodę, ręcznik, takie rzeczy – wyjaśnia. 
   Kolejny raz przegryzam wargę i wzdycham cichutko. Ja? Miałbym ćwiczyć? To niedorzeczne. Może i mam czwórkę z w-f'u, ale to tylko jakimś fartem. 
     – I jak? – pyta. 
   Sile się na krótki uśmiech skierowany do podłogi i unoszę głowę, by spojrzeć Percy'emu w oczy. Kiedy już mam zabłysnąć asertywnością, patrzę w jego cudne, zielonomorskie ślepia i jedyne, co udaje mi się wypowiedzieć, to krótkie:
     – Tak. 
   Percy uśmiecha się po raz kolejny. Patrzy na mnie z góry - dzieli nas jakieś piętnaście centymetrów wzrostu. Nagle dzwoni dzwonek i cała magiczna chwila pryśnie. Uśmiecham się nieśmiało i znowu opuszczam głowę. 
     - Spotkamy się jeszcze dzisiaj? Żeby się lepiej poznać przed treningami? - taranuje mi drogę, nie zważając na to, iż mogę się spóźnić do klasy. 
   Kiwam głową i uważam, by nie spojrzeć w jego oczy. Najprawdopodobniej wtedy zgodziłbym się nawet na porwanie. 
     - Kończysz dzisiaj o trzynastej, prawda? - Robię wszystko, by się nie odezwać, dlatego kiwam głową po raz kolejny. - To może o trzynastej trzydzieści w tej kawiarence niedaleko stąd?
   Marszczę brwi z skupieniu, jednak nie przypominam sobie żadnego takiego miejsca. 
     - Nie wiem gdzie to jest. Może zaczekasz na mnie pod szkołą i... Pójdziemy tam razem? - proponuję i unoszę głowę. 
   Percy najwidoczniej odbiera to jako coś wartego uśmiechu. Szczerzy się i w zastanowieniu strzela kostkami dłońmi. 
     - Jasne. Do zobaczenia pózniej. - Na pożegnanie wyciąga w mą stronę „żółwika”. 
   Patrzę na niego z miną „Serio?”. On śmieje się cicho i sam bierze mą dłoń i przybija sobie żółwika. Uśmiecham się delikatnie i odwracam, chcąc pójść do sali od biologii. Patrzę na Jacksona, idąc do tyłu i co chwila odwracając się, czy na nic nie wpadnę. Percy uśmiecha się pod nosem i macha do mnie, kiedy wchodzę do sali. 
   Uśmiechnięty przekraczam próg i, pierwsze co robię, to przepraszam nauczycielkę. Następną rzeczą jest rozmyślanie o pierwszym, zaplanowanym spotkaniu z Percy'm Jacksonem, kapitanem drużyny koszykówki.

***

     - Nie możesz ze mną pójść, masz korepetycje z matematyki! - Próbuje w niezbyt delikatny sposób powiedzieć Jasonowi, żeby mnie zostawił, bo chcę zostać z Percy'm sam na sam. 
   Jason wypytał mnie dokładnie na lekcji biologi o wszystko, o czym gadałem z Percy'm. Oczywiście nic nie powiedziałem, aczkolwiek po piątym, tym samym pytaniu, można było czuć zirytowanie. Ja jednak czułem zażenowanie. 
     - No dobra... - Prawie uśmiecham się na te słowa wypowiedziane przez Jasona. 
   Zerkam na niego dla pewności. Patrzy się w telefon i, jak to dostrzegłem, pisze z mamą. Najwidoczniej nie jest ona skora do przełożenia korepetycji swojego syna. 
     - Nie martw się, jeszcze się spotkamy - mówię, starając się go pocieszyć.
   W tym momencie skręcam do łazienki, by umyć zatuszowane ręce. Pod koniec lekcji połamałem swój długopis, a tusz rozlał się na mój zeszyt i ręce. Oczywiście pani od języka włoskiego niczego nie zauważyła, gdyż dostatecznie dobrze zakryliśmy z Jasonem zeszyt piórnikiem. 
     - Do zobaczenia! - krzyczy Jason i rusza w kierunku szatni. 
   Kiwam do niego głową i zaczynam myć ręce. Przy tym patrzę na swoją twarz i dochodzę do wniosku, że jestem niesamowity. Musiałem dotknąć brudnymi rękami swoich policzków i teraz wyglądam, jak potwór. Wzdycham i biorę trochę mydła w celu wyczyszczenia tego szatańskiego tuszu do długopisów. 
   Moje czarne włosy mi tego nie ułatwiają. Długa grzywka wchodzi mi w oczy i co chwila muszę potrząsać głową, niczym pies. Po bokach włosy są krótkie, lecz jak na mój gust, nadal przydługie. Cześciowo zasłaniają mój czarny tunel zrobiony w lewym uchu, z którego jestem zadowolony. To nie do końca pasuje do subkultury, do której mnie przypisują. Jednak dzięki czarnym ubraniom, brudnopisie w którym zapisane są wszystkie wiersze na temat mej marnej egzystencji i głowie zawsze spuszczonej, mam opinie biednego emosa. To trochę dziwne określenie, przyznam. 
   Dzisiaj ubrałem się wyjątkowo w ciemnoszary podkoszulek oraz czarne spodnie z zawieszonymi na nich pojedynczymi łańcuszkami. Buty to zwykłe trampki, które służą mi już ponad rok. Do tego za duża pilotka, która czeka na mnie w szafce. 
   Odsłaniam po raz kolejny swoje duże, ciemnobrązowe oczy poprzez energiczny ruch głową i stwierdzam, iż zostały mi jeszcze policzki do wymycia. Szybko przecieram je mokrymi dłońmi i z tym samym tempem, szoruję. Po około minucie jestem czyściutki. Aby to uczcić, wychodzę z toalety i idę w kierunku szatni. 
   Z daleka dostrzegam Percy'ego, grzebiącego w telefonie. Postanawiam najpierw pójść po potrzebną mi rzecz, a dopiero później się z nim przywitać. Jak myślę, tak robię. Wyciągam z szafki pilotkę i nakładam ją na siebie. Zamykam szafkę i sprawdzam godzinę. Trzynasta dwanaście. Zabieram torbę nakładaną przez ramię i nieśmiało podchodzę do Percy'ego.
     - Idziemy? - pytam. 
   Chowa telefon do kieszeni i leciutko się uśmiecha. Kiwa głową i wskazuje nią, bym ruszył pierwszy. Nie wiem, jaki to ma sens, jednak wychodzę ze szkoły przed nim i zastanawiam się, jak przebiegnie to popołudnie. 
   Wychodzimy z terenu szkoły, kiedy Percy każe mi skręcić w lewo. Posłusznie idę za jego wskazówką, a on w krótkim czasie przyspiesza kroku i idzie obok mnie. Cisza, która między nami panowała, została przerwana przez kapitana. 
     - Jak długo znasz Jasona? - pyta. 
   Obliczam w głowie lata, które spędziłem z Jasonem. Nasze pierwsze spotkanie… 
     - Jakieś sześć lat - odpowiadam i uśmiecham się. - Poznałem go w czwartej klasie.  
   Percy patrzy na mnie promiennie i poprawia swą czarną czuprynę. 
     - Dość długo. Teraz wszyscy jesteśmy w trzeciej gimnazjum, a wy nadal utrzymujecie kontakt? Dlaczego?
   Staram się nie dać po sobie poznać, że ton jego głosu trochę mnie wystraszył. Jakiś taki… napastliwy. 
     - Bardzo go lubię. Często mi pomaga w rożnych sprawach. Po prostu akceptuje mnie takim, jakim jestem. - Głos trzęsie mi się przy ostatnim zdaniu. 
    Tylko Jason kilka lat temu ze mną rozmawiał. Teraz w sumie też tak jest, lecz widać poprawę; gadam z Percy'm. 
     - Posłuchaj... - mówi Percy zupełnie poważnie - wiesz, że Jason pali elektryka? - Kiwam szybko głową. Nie sądzę by była to jakaś tajemnica. - Martwię się o niego. Zabrałem mu dzisiaj to dziadostwo, trzymaj. - Podaje mi własność Jasona. - Nie oddawaj mu tego, proszę. On musi wyjść z tego pierdolonego nałogu, rozumiesz?
   Chowam elektryka do tylnej kieszeni spodni i zerkam na Percy'ego. Zupełna powaga. Jego oczy przeszywają mnie na wylot, dlatego staram się ich unikać. Biorę dwa wdechy i podnoszę wysoko głowę, by spojrzeć na Percy'ego. 
     - On mnie zabije, jeśli mu tego nie przyniosę - oznajmiam ze stoickim spokojem w głosie. 
   Percy patrzy na mnie najpierw wyzywająco, a potem jego spojrzenie przybiera zmartwiony wygląd. 
     - Nie skrzywdzi cię. Masz moje słowo. - Wyciąga ku mnie rękę z odstającym, małym palcem. 
   Patrzę na niego, jak na debila, ale po chwili łapię jego dłoń najmniejszym paluszkiem prawej ręki i ściskam. 
     - Dziękuje. Już od dawna chciałem, by Jason wyszedł z tego nałogu. 
      - I tu rozumiemy się w stu procentach. 
   Wymiana uśmiechów bardzo nam pomaga. Wchodzimy do nieznanej mi kawiarenki i zajmujemy miejsca w kącie. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam wszystkich! XD Nareszcie udało mi się napisać jakiegoś Shota Percico :3 
Zaraz zabieram się do pisania 2 części xD Sama nie wiem, jak długo będzie trwał Shot, jednak na razie zapisałam, iż będzie miał 4 :3
Większość pisałam na telefonie, lecz następnie wszystko sprawdziłam - mam nadzieję, że nie było jakichś głupich błędów xD
Pozdrawiam i zapraszam do komentowania i brani udziału w ankietach ❤️

wtorek, 13 października 2015

Rocznica :3



Witam wszystkich w tym pięknym poście. Piszę go z uśmiechem na ustach, troszkę wcześniej, niż dnia 13.10.2015r. Lecz mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Znając siebie będą dokładać do tego posta co parę godzin kilka linijek :3

Najpierw może zacznę od powiedzenia, który to jest właściwie post na tej grupie. Otóż, 66 (hehe jeszcze jedna 6 by się przydała <3 Albo 9 #typowy_gimbus) i nie ostatni - to pewne.
Dodam jako ciekawostkę, że średnio wrzucałam posty co 5-6 dni. Jak dla mnie, jest to świetny wynik xD

Przez cały rok zebrało się 80 głosów na temat tego bloga. Wow. Wielkie WOW. Brak mi słów. Mam screeny, kiedy tych głosów było z 20 parę, a pamiętam, jak się cieszyłam <3

(Link do posta: 10 TYSIĘCY!!!)

Teraz są jeszcze 2 ankiety. Zapraszam do głosowania w nich, bo to od was zależy, co pojawi się na tym blogu :3 

Następna rzecz, to wyświetlenia. 



Na chwilę obecną mam 20 575 wyświetleń.
Najwięcej wyświetleń w ciągu jednego dnia miałam 22 lipca (jak sami możecie zauważyć). Następnego dnia przyjaciółka postawiła mi loda (hehe). 
Najbardziej produktywnym miesiącem (jeżeli chodzi o wyświetlenia) był lipiec. 3 985 wyświetleń w ciągu 31 dni. To daje średnio 128 wyświetleń w ciągu dnia. To był najlepszy okres mojego bloga, wtedy rozkwitał. A, o dziwo, nie dodawałam wtedy chyba aż tylu postów :') 
Najmniej produktywnym miesiącem był oczywiście październik, rok temu. Wtedy miałam 94 wyświetleń podczas miesiąca. Dużo mniej, prawda? :D
Ahh... pamiętam te czasy, kiedy 10 wyświetleń potrafiło wywołać u mnie wielki uśmiech i powód do radości <3 
Ciekawostka: Najwięcej wyświetleń ma mój 1 post xD One- Shot # 1 Percy, coś nie tak?

No i kolejna rzecz! 
Najwięcej postów dodałam w lipcu, tego roku. Aż 10 postów. Nie każde było z opowiadaniem, ale cóż... życie xDDD 
Najmniej w październiku tego roku oraz we wrześniu. To smutne ;-; 2 posty na miesiąc tylko
Komentarzy na moim blogu jest ogólnie 298. Nie będę się zagłębiać w szczegóły, że na część z nich odpowiadałam. Będę cieszyć się po prostu tą liczbą xD :D
Ciekawostka: Najwięcej komentarzy ma post: To nie Percico :/ (Jest tam prolog do bloga, którego teraz prowadzę! :D) 

A teraz etykiety, żeby przybliżyć, czego jest dużo na moim blogu:

Inne cosie - 13
One - Shot: Leico - 1
One - Shot: Percico - 9
One - Shot: Jasico - 3
One - Shot: Jercy - 4
One - Shot: Thancio - 1    [To pairing Thalia i Nico XDD]
Percico - 16
Percico II - 18
Specjal - 4 + ten będzie 5

Zdecydowanie najwięcej jest One - Shot'ów Percico i ogólnie postów o nich. Postaram się teraz wymyślić o nich jakiegoś Shot'a, żeby było bardziej różnorodnie ;)

Dobra, były te wszystkie sprawy „blablabla” więc czas na moje uczucia :3

Pamiętam dokładnie, jak rok temu dodawałam pierwszego posta. To było z początku dziwne uczucie zwracać się do ludzi, których nie znam. Ba! Nawet ich jeszcze wtedy nie było!
Teraz, patrząc na te wszystkie ankiety, komentarze, nawet wiadomości prywatne (Heh, ty wiesz, że mówię o tobie) czuję takie niewyobrażalne szczęście. Nieważne jest to, że teraz mam problemy. Wielkie problemy, które mnie rozkurwiają psychicznie ;-;. Ważne jest to, że gdy wchodzę na bloga i widzę jakiś nowy komentarz, od razu czytam go z bananem na twarzy, a przy niektórych śmieje się wniebogłosy (Tak, Annabeth, Ty piszesz takie komentarze xD). 
Blog dał mi taką radość i satysfakcję, że głowa mała. Dzięki niemu zaczęłam rozwijać się z pisaniem, bo to WY pomogliście i dalej pomagacie mi się rozwijać! I nawet, kiedy wszystko będzie mi się w życiu pierdolić, wiem, że gdzieś tam, jakaś osóbka czeka na rozdział, na jakiś odzew z mojej strony. To naprawdę miłe. To uczucie nieraz powstrzymywało mnie od pocięcia się. 
Mam nowinę. Nie cięłam się już ponad miesiąc. To dla mnie ogromny sukces. Mimo że teraz mam milion powodów, żeby to zrobić, nie poddaję się. Dzięki blogowi, mojej matce i przyjaciołach z internetu nareszcie coś zrozumiałam. Nikt nie jest wart tego, żebym krzywdziła własne ciało. Wiem, wiem, mogę teraz przynudzać. Ale cóż, mam nadzieję, że to wytrzymacie.
Kontynuując, dziękuję Wam. Każdemu z osobna, bo to właśnie TY stworzyłeś/aś tego bloga. Ja tutaj jestem „maszyną do pisania”. To TY tę maszynę potrafiłeś/aś zmotywować, by ruszyła swoje leniwe dupsko i coś napisała. Jeszcze raz DZIĘKUJĘ <3 
Do wszystkich osób niekomentujących (w ankiecie widzę, że jest was 12) mam nadzieję, że niedługo się ujawnicie. Wiem, czasem po prostu nie chce się komentować. Ja czasem mam takie coś, lecz zazwyczaj staram się pozostawić po sobie chociażby parę słów. Ponieważ wiem, że dla autora jest to ogromna motywacja, a szczera krytyka, potrafi nie raz zmienić nastawienie do wszystkiego. 

A do wszystkich komentujących (a jest ich chyba więcej niż 3, jak wskazuje ankieta) bardzo wam dziękuję za komentarze. Jest ich strasznie dużo, wiele z nich wywołało uśmiech na mej twarzy, jak nie wszystkie. Hejtów jeszcze nie otrzymałam. A szkoda... pośmiałabym się bardziej xD

A teraz - co do samego pairingu, jakim jest Percico. 
Nie wierzyłam (tak jak moja przyjaciółka) że wytrwam cały rok pisząc opowieść o tej samej parze. Jej już jakiś czas temu przeszła faza na Percy'ego Jacksona, a mi się ona utrzymuje - czuję się po prostu ekspertem w tej dziedzinie xDD To dzięki blogowi ona się utrzymuje, ale to też przez to, że Percico (i ogólnie Percy Jackson) towarzyszy mi przez cały czas. Oto moja tapeta na laptopa:



Po kolei. Od lewej strony jest Billy Advert (widnieje na nagłówku na moim blogu UMJN), następnie Monika z jabłkiem, potem Jasico. Na dole Sam Tsui (mój ulubiony coverzysta)  oraz Jakub Gierszał (ten, co grał Dominika w Sali Samobójców). A na samym środku słodziutkie Percico <3 Na każdej tapecie tak mam - na środku oni <3 

  Moja tapeta <3 Oczywiście oni <3

   Jeden z cytatów, które mam na ścianie :3


Na mojej ścianie jest ogólnie 20 cytatów z Percy'ego i jeszcze kilkanaście z piosenek i innych książek. Sporo tego XD Oprócz tego na ścianach mam plakaty Ajgora, Z Dupy, Rich Zone i JDabrowsky'ego. Jeszcze jest wielki plakat przedstawiający różne instrumenty <3 :D
A, no i mam własnoręcznie zrobione (czytaj: odrysowane) Skrzydła Wolności z Shingeki no Kyojin.

Dobra, powoli zbliżamy się ku końcowi.

Witam wszystkie osoby, które przypadkowo trafiły na mojego bloga i postanowiły posiedzieć tu trochę dłużej <3 Witam wszystkich, którzy są ze mną od moich początków, a także nowych <3
Witam wszystkich, którzy miło przywitali mnie rok albo kilka miesięcy temu <3

Jestem młodziakiem, 14 lat. Nie mam zbyt fajnego charakteru ;-; Taki przeciętniak w przeciętności. Mam nadzieję, że wyróżniam się chociażby dobrym blogiem :D

Na koniec chciałabym gorąco podziękować Monice, znanej jako... Ha, nie zdradzę Twojej nazwy, Moniczku XD Jest zbyt gorąca :3 Ważne, że to Ty kazałaś mi się zabrać za pisanie, ty mnie krytykowałaś.
Hejting od pierwszego słowa, serio XDD Skrytykowała „Hi” i od tamtej pory tak nie piszę xDDD Dzięki <3 :D
To dzięki Tobie mam tego bloga :3 Ty wpadłaś na ten genialny pomysł :D Także dziękuję <3
Dziękuję za postawionego loda 23 lipca <3 :3 Dobry był :D

Jakaś ciekawostka:
Najbardziej zadowolona jestem z One - Shot'a Leico oraz wszystkich shotów Jasico
Podsumowując:
Dziękuję.
Zachęcam do komentowania i brania udziału w ankietach <3
Następny post pojawi się niedługo (mam nadzieję)
Pamiętać, mam jeszcze inne 2 blogi! (Za Jasico powoli się zabieram!)

Pozdrawiam,
Tomboy xD


Ps. Najśmieszniejsze jest to, że dodaje tego posta o 13:10, 13.10 i wogle to śmieszne xD 

czwartek, 1 października 2015

Rozdział 15 *-*

Mikstura


          * Percy Jackson *

   Siedziałem obok obudzonego przeze mnie Willa, wpatrując się w niego zabójczym wzrokiem. Najchętniej zabiłbym go teraz, lecz wiem, że Nicowi byłoby smutno. Po tym, co mi powiedział, nie wiedziałem co mam myśleć. Wkurwił mnie. I tyle.
     - Na chuj żeś przysiągł? - zapytałem, starając się nie okazywać zbytnio emocji.
   Will ocknął się i spojrzał na mnie w wyższością. Myślałem, że go zabiję, uduszę, ale tylko zacisnąłem dłoń w pięść i czekałem, aż Pan Lekarz się odezwie.
     - Bo go kocham. I nic nam nie przeszkodzi. Nawet tak głupi, słaby i przemądrzały Syn Posejdona, jakim jeste... - nie dokończył.
   Momentalnie rzuciłem się na niego i przygwoździłem do ziemi. Jedną ręką przytrzymywałem jego obydwie ręce, a drugą trzymałem zaciśniętą na szyi, tego bezczela. Zacząłem go lekko podduszać.
     - Jeszcze raz, obrazisz mnie albo kogokolwiek, na kim mi zależy, osobiście wyrwę ci jelito cienie i owinę nim te twoją zapyziałą mordę. Jasne?!
   Will patrzył na mnie wyzywająco, nie odezwał się. Mocniej zacisnąłem dłoń na jego szyi, a kiedy zaczął zmieniać kolor, wyszeptał jakieś ciche: „Jasne”. Puściłem go i oddaliłem się. Poszedłem w stronę miasteczka, z którego wcześniej przyszedłem. Wyciągnąłem telefon i sprawdziłem godzinę. Była osiemnasta. Idealna pora by troszkę pomyśleć.
   Albo nie. Jestem Jackson i nie myślę. Prychnąłem cicho i ruszyłem przed siebie, zauważając w oddali Nico. Zachowałem kamienną twarz. Sam nie wiedziałem co mam zrobić. Przecież... Will przysiągł na Styks, że go zdobędzie. Czy mi aż tak zależy na Solace'owi, by przeżył? Ha, chyba nie.
   Kiedy byłem jakieś trzy metry przed Nico, uśmiechnąłem się. Przyznam, nie był to w stu procentach prawdziwy uśmiech, lecz nie chciałem mu pokazywać, że jestem zły. Nico wykonał ten sam gest w moją stronę i kiedy mieliśmy się minąć, złapał mnie za rękę i odwrócił.
     - Chodź. Musimy wyruszać dalej. Nie możemy tu zbyt długo siedzieć. Potwory nas wyczują - mówił to wszystko z przeraźliwym spokojem.
   Pokiwałem głową i popatrzyłem na chłopaka z góry. Cieszyłem się, że nadal go sporo przewyższałem. Nie mając siły na to wszystko, zrobiłem krok do przodu i przytuliłem malutkiego Syna Hadesa. Odwzajemnił uścisk, pewnie zaskoczony moją nagłą zmianą nastroju.
     - Nico? - spytałem.
     - Tak?
   Przełknąłem ślinę i mocniej go przytuliłem.
     - Uważaj na siebie, dobrze? - powiedziałem. - I na Willa - dodałem cicho.
   Nico odsunął się ode mnie, wyraźnie zdenerwowany.
     - Co ci w nim znowu nie pasuje?! - krzyknął z żalem.
   Schowałem ręce do kieszeni, prychnąłem cicho i odwróciłem się, nie odpowiadając na to pytanie. Poczułem, jak w kieszeni mam schowaną mam buteleczkę, którą dostałem od Luny. O ile pamiętam, miałem po niej „wytrzeźwieć”. Hmm... może by tak wypić ją teraz? Będzie ciekawie. Uśmiechnąłem się szyderczo. Wyciągnąłem tę buteleczkę.
   Była na niej mała nalepka z napisem: „Dla Percy'ego”. Cóż, jak dla mnie, to dla mnie. Wyciągnąłem koreczek i powąchałem miksturę. Ładnie pachniała. Wanilią czy czymś takim. Nie wiedziałem tylko, czy powinienem to coś połknąć czy wetrzeć w siebie. Trudno.
   Wziąłem łyka tego czarodziejskiego czegoś i opróżniłem całą zawartość buteleczki. Na początku nie poczułem żadnych skutków ubocznych, jedynie w ustach pozostał smak wanilii. Rzuciłem pustą buteleczką o ziemie i odszedłem kilka kroków. Nadal żadnych zmian. Zawiedziony ruszyłem z powrotem do miejsca, w którym rozłożyliśmy obóz.

***

   Kiedy dotarłem na miejsce, zachciało mi się wymiotować na widok Willa. Nie byłem przekonany czy to przez miksturę czy przez jego krzywy ryj. Zignorowałem to uczucie i usiadłem pod drzewem. Dwójka herosów patrzyła się na mnie krzywym wzrokiem. Co chwila wymieniali między sobą sekretne spojrzenia. Zaraz potem Will się uśmiechał i powracał do badania mnie wzrokiem.
   Przez chwilę pomyślałem, że nienawidzę ich wszystkich. Obozu. mojej matki, ojczyma, Annabeth czy nawet Nica. Zaraz potem uświadamiałem sobie, że kocham to wszystko (prócz Ann - jej szczerze nienawidzę) i tak naprawdę. nie potrafię tego okazać. Schowałem twarz w dłoniach.
   Nie chciałem płakać przy Willu czy przy kimkolwiek innym. Za dużo napłakałem się po zdradzie Ann. Byliśmy razem tacy szczęśliwi... A ona to spieprzyła, uprawiając seks z każdym.
   Prychnąłem. Wiedziałem, że miała kilku(nastu) kochanków. Zachowała się jak suka. I tak będę ją traktował zapewne jeszcze przez długi okres czasu. Wyobraziłem sobie ją. Jej blond włosy, które często prostowała. Duże, szare oczy, który patrzyły na mnie z utęsknieniem, gdy odchodziłem od niej na chwileczkę... Nie. Muszę przestać, muszę zapomnieć.
   Co mnie tak wzięło na rozmyślanie o przeszłości?! Dlaczego mam zeszklone oczy?! Wytarłem je niespostrzeżenie i wstałem. Tym razem zauważyłem w oczach Nico skruchę. Za to, Solace, dalej chciał mnie zabić. Minąłem ich, wyraźnie rozżalony.
   Nikt nic nie powiedział.

***

   Ruszyłem w kierunku pola. Rolnicy nie zdążyli całego zboża ułożyć w stogi siana. Na szczęście. znalazłem jedno i usiadłem na nim, coraz bardziej histeryzując. 
     - Co się ze mną dzieję?! - krzyknąłem.
   Miałem gdzieś. że ktoś mnie usłyszy. A w sumie, kto by miał to zrobić? Trupy? Może di Angelo chce mi zrobić na złość i przywoła je z podziemia? Za dużo myślę. Chwila... To przez tę... Miksturę. No tak! Miałem się zmienić, być taki jak dawniej... Tia. Nie ma mowy. Jakieś płynne gówno nie będzie mną kierować.
    Zszedłem ze stogu siana i poszedłem w kierunku obozowiska. Kiedy byłem już na tyle blisko, by zobaczyć moich towarzyszy, ukryłem się za drzewem. Chciałem zobaczyć, co będą robić. Już teraz stali i przytulali się - Will, z diabelskim uśmiechem, a Nico, zapewne szczęśliwy, że kogoś ma.
   Zabolało mnie serce, kiedy zobaczyłem, jak się całują. To jedno z najgorszych uczuć na świecie, kiedy widzisz ukochaną osobę, całującą się z inną. Nieważne, że nie byliśmy w tej chwili razem. Zabolało.
   Powoli zjechałem na ziemię, chowając twarz w dłonie. Nie miałem na to wszystko siły, uczucia, które zakrywałem przez te lata, wróciły z podwójną siłą. Chciałem cofnąć się w przeszłość. Naprawić wszystkie błędy, zerwać z Annabeth, jeszcze zanim by mnie zdradziła... Szkoda, że to niemożliwe.
   Otarłem spływającą łzę z policzka. Następnie wstałem i, zasłaniając twarz włosami, usiadłem blisko zakochanej pary i patrzyłem się na swoje kolana. Były bardzo interesujące.
   Kilka chwil uspokajałem oddech i własne myśli. Jednak, im dłużej myślałem o tej sprawie z Nico, tym bardziej chciałem schować się pod kołdrę, albo po prostu umrzeć. Nie miałem siły na to wszystko.
     - Kiedy wyruszamy? - spytał nagle Will.
   Nie podniosłem głowy z kolan.
     - Jak najszybciej - odpowiedział Nico.
   W duchu się z nim zgodziłem. Trzeba stąd ruszać, godzina nam sprzyja.
     - Ruszamy? - zapytał Will.
     - Ruszamy - odpowiedział zwarcie Syn Hadesa.
   W tej chwili odłożyłem swoje uczucia na bok. Przeżyć. To jest cel tej misji.
   Ciekawe, czy uda mi się go wypełnić.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam was w tym strasznie krótkim rozdziale. Napisałam go właściwie tylko po to, żeby coś ogłosić.
Od kilku dni mam problemy. Zerwałam z chłopakiem, to po pierwsze. Nie chcę wam pisać, jak to bardzo go kocham, choć to prawda. Po prostu... spróbujcie mnie zrozumieć.
Jestem w rozsypce, nie wiadomo, czy się zejdziemy. Wiem, żyje się dalej, ale bardzo mi na nim zależy. Jeśli ktoś chce poznać sprawę i poznać mnie samą lepiej, piszcie: patrycja15685@o2.pl
Mam nadzieję, że rozdział choć ociupinkę wam się spodobał. 
Zapraszam do komentowania, głosowania... Do tych rzeczy. 
Pozdrawiam wszystkich i życzę wam braku problemów.





   

piątek, 11 września 2015

One Shot! Leico! 1/1

(Nie)romantyczny List


   Mój drogi, mały, czarny aniołku. Piszę do ciebie ten list z nadzieją, że go chociażby zobaczysz, przeczytasz... Wiem, że to niemożliwe, lecz chyba znasz mnie. Niemożliwe zawsze było dla mnie na wyciągnięcie ręki. Odkąd cię tu nie ma, jest pusto. Jak to Jan Kochanowski napisał w Trenie VIII: ,,Pełno nas, a jakoby nikogo nie było. Jedną, maluczką duszą tak wiele ubyło”. Mój Kochany, to samo mógłbym powiedzieć o Tobie.
   Brakuje mi Twego głosu, cichutkiego, pojawiającego się tak rzadko i tak cenionego wśród herosów.
   Brakuje mi Twego straszliwego ubioru, z którego żartowałem, by na Twej twarzy zagościł wyraz złości. Wiem, że nie byłeś nigdy o to na mnie zły. Po prostu udawałeś twardziela, by zaczęto traktować Cię z należytym Ci szacunkiem, a nie jak czternastoletniego gówniarza. 
   Brakuje mi Twej jasnej karnacji, przez wielu uważanej za straszną, a dla mnie, za najcudowniejszą rzecz na świecie. Kiedy trzymałem Cię za rękę, nasze dwa odcienie skóry były dla innych rozpoznawalne z daleka, a dla nas, wtapiały się w siebie. Czasem miałem wrażenie, że wtedy byliśmy jednością.
   Brakuje mi Twych czarnych włosów, często dotykanych przez moje ręce. Były takie miękkie w dotyku, że nie potrafiłem się powstrzymać. Widziałem, jak sprawiam Ci przyjemność. Chciałem to robić cały czas. I przyznaj, udawało mi się.
   Brakuje mi Twego pierścienia, którego zabrałeś ze sobą do grobu. Błagałem opiekuna by pozwolił mi go zatrzymać, lecz on kategorycznie mi tego zabronił. Sądzi, że teraz ciąży na nim klątwa... Paranoja. 
   Brakuje mi Twego miecza, którym porwałeś mi kawałek mojej ulubionej koszuli! Pamiętam, jak wtedy za karę kazałem Ci pocałować mnie na środku obozu... Pamiętam wzrok dziewczyn, kiedy zorientowały się, że jestem zajęty... No dobra, nie było tak. Pozwól mi pomarzyć! 
   Brakuje mi Twego humoru. A raczej jego brak. Kiedy udawało mi się Ciebie rozbawić, czułem się co najmniej, jakbym wygrał w maratonie na pięćset tysięcy kilometrów. Zmęczony, spocony, ale wygrany. Ooo tak, dobre określenie.
   Brakuje mi Twojego pojękiwania. Pamiętasz nasz pierwszy raz? Nieźle się natrudziłem. Wyrwanie takiego marudę jak Ty graniczyło z cudem! Ale... mi się udało. Przyznaj, poczułeś się jak w niebie. Widziałem po wyrazie twarzy, że zadowoliłem Cię w stu procentach. Widziałem również Twoje podniecenie, kiedy włożyłem go do ust... Nadal pamiętam jego smak... Mógłbyś choć raz się umyć! 
   Brakuje mi Twojego języka. Zupełnie poważnie. Szczerze, głupio mi się to pisze, ale potrafiłeś zrobić takiego loda... Stanął mi. Przepraszam, to miał być romantyczny list. Ale ja nie umiem być romantyczny... Przekonałeś się o tym. Ja umiem udawać romantycznego. 
   Brakuje mi Twoich oczu, patrzących na mnie z nadzieją na lepsze jutro. Pamiętasz, jak zginął Percy? Załamałeś się wraz z Annabeth. Pomagałem ci w pocie czoła, pomagałem ci zapomnieć. Byłem na każde Twoje wezwanie, często ignorowałem własne potrzeby (nie higieniczne, bo wtedy strasznie narzekałeś). A kiedy ci pomogłem, dostałem nagrodę. Twoje usta.
   Właśnie, brakuje mi Twoich ust. Tych... idealnych, słodkich ust. Pamiętam, kiedy je nadgryzłem i poczułem Twą słodką krew... Wtedy poczułem się jak Edward ze Zmierzchu... Chciałem jeszcze i jeszcze... I skończyło się na tym, że ugryzłem Cię w język i później przez kilka dni nie dawałeś się całować. Wiesz, jaka to była katorga?!
   Brakuje mi Twoich stóp. Wiem, jak to wygląda. Ale naprawdę... Były takie malutkie, często, kiedy Cię ignorowałem na łóżku, smyrałeś mnie nimi po plecach i twarzy. Przy tej drugiej opcji krzyczałeś: „Perfumy za całusa!” i później domagałeś się tego całusa, którego z wielką chęcią Ci oddawałem.
   Brakuje mi Twego uśmiechu. Pojawiał się tak rzadko... A kiedy już to robił, był najcudowniejszą rzeczą na świecie. Mam jego zdjęcie na biurku. To było wtedy, kiedy zaczęliśmy zrywać truskawki i się nimi karmiliśmy. Wtedy, ktoś nam zrobił zdjęcie z ukrycia i dał mi po Twojej śmierci. Tym kimś okazał się nasz dobry znajomy – Jason. 
   Brakuje mi Twoich rączek. Czasem wydawało mi się, że jesteś taki malutki i delikatny... Jakby najmniejszy wiatr mógł cię przewrócić. Kit z tym, że brałeś udział w wielu bitwach. Dla mnie, zawsze trzeba było Cię bronić i uważać na Ciebie.
   Brakuje mi Twojego noska. Kolejna malutka rzecz. Taki słodziutki i zawsze zimny. Kiedy jeździł po mym torsie, czułem się wniebowzięty. 
   Brakuje mi Twoich czerwonych policzków. Zawsze, kiedy cię całowałem na oczach innych, słodko się rumieniłeś. To było genialne uczucie widząc Cię zawstydzonego, ale szczęśliwego jednocześnie. 
   Brakuje mi kłótni z Tobą. Były rzadko, lecz zawsze poważne. Raz nie odzywaliśmy się do siebie jakieś pięć dni. Serce mi się krajało, jak widziałem, że Jason Cię pociesza. Tylko ja mogłem to robić. Rozumiesz?! Tylko ja. Wypomniałem Ci to i widziałem satysfakcję w Twoich oczach, gdy zauważyłeś, że byłem zazdrosny. 
   Brakuje mi Twych łez. Tych spowodowanych smutkiem szybko się pozbywałem, ale za to, z tych ze szczęścia, byłem dumny. 
   I ostatnie, brakuje mi wypowiedzianych przez Ciebie słów. Tych dwóch słów, które poruszyły me serce. Tych słów, których nie zdążyłeś wypowiedzieć tuż przed swoją tragiczną śmiercią. Chciałbym mieć je nagrane i odtwarzać codziennie... Błagam, wyślij mi je z dyktafonem... Z Hadesu chyba się da... Błagam, wyślij je. Nie chcę być jak Orfeusz, iść po Ciebie, bo boję się, że popełnię ten sam błąd co on. Odwrócę się, by zobaczyć Twą piękną twarz, której nie widziałem już cały rok. Dzisiaj mija rocznica od Twojej śmierci. 
   Dokładnie rok temu i dwa dni usłyszałem ostatni raz słowa, które tylko Ty mogłeś z czystym sumieniem wypowiedzieć. 
   Kocham Cię – te słowa masz mi wysłać w dyktafonie.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam, witam. Jestem chora i smutna, dlatego też i One - Shot smutny.
Chyba pierwszy raz na tym blogu napisałam list, jako One - Shot'a... Kiedyś musiał być ten pierwszy raz. 
Tytuł, jak dla mnie, adekwatny do treści :)
Chcę poinformować, że niedługo pojawi się rozdział Percico i to znowu będzie główną serią przeze mnie prowadzoną. Chcę w tym roku skończyć tę serię i zacząć nową :) 
Okey... To chyba tyle. Napisałam tego Shot'a słuchając smutnej muzyki, będąc w dołku. Napisałam go także „na raz", czyli tak, jak najbardziej lubię pisać. 
Powoli zbliżamy się do 20 000 wyświetleń bloga :D Dziękuję wam <3
Zbliżamy się także do... rocznicy! Matko...! Tyle czasu minęło :D 
Te wszystkie rzeczy związane z podziękowaniami pojawią się 13 października, w dzień rocznicy :3 
Pozdrawiam i zachęcam gorąco do komentowania! Ostatnio motywacji brak, więc moglibyście mnie choć troszeczkę zachęcić... Potraficie to robić:)
Jeszcze raz pozdrawiam!





   
   

sobota, 5 września 2015

One - Shot! Jercy! 4/4

Szpital


          * Jason *

     Budzę się z niewyobrażalnym bólem głowy. Przez chwilę nie mogę otworzyć oczu, nie mogę się ruszyć. Czuję, że ktoś obok mnie siedzi i boję się. Zastanawia mnie fakt gdzie jestem i jak to się stało, że tutaj trafiłem. Prócz bolącej głowy, nogę mam unieruchomioną, przez co nie mogę nią ruszyć. Zmuszony jestem otworzyć oczy, co robię.
     Od razu uderza mnie światło, pochodzące z żyrandola, znajdującego się na środku sufitu. Kiedy już przyzwyczajam się do niego, delikatnie obracam głowę i dostrzegam chłopaka. Natychmiastowo przypominam sobie jego imię.
   - Percy... - szepczę cichutko.
     Mężczyzna podnosi głowę z brzegu łóżka i patrzy na mnie zaczerwienionymi oczami. Wygląda okropnie. Jakby nie spał od kilku dni. Jednak, kiedy się we mnie wpatruje, na jego twarzy pojawia się ogromny uśmiech.
   - Jason... - Wypowiada moje imię.
     Uśmiecham się do niego lekko i próbuje złapać go za rękę. Chyba mu to nie wystarcza. Kładzie się na mnie delikatnie i mono przytula, szepcząc, jak bardzo za mną tęsknił. Wzruszam się na tę słodką scenkę. Przytulam go najmocniej jak mogę i mówię, że już nigdy go nie opuszczę. Percy całuje mnie mocno w usta, jakby czekał na ten moment już od dłuższego czasu. Przyłączam się do pocałunku i zatracam się w tej chwili tak długo, na ile pozwala mi Percy.
   - Byłeś w śpiączce jakieś dwa tygodnie... - mówi przy moich ustach, Percy.
     Przełykam ślinę.
   - Lekarze dawali ci jakieś czterdzieści procent szans, że się wybudzisz... - przerywa na chwilę. - Tak się o ciebie martwiłem, Jason.
     Przybliżam go do siebie i całuje w policzek. Chcę mu dodać otuchy.
   - Miałeś wstrząśnienie mózgu, złamanie czaszki. Na dodatek złamanie wewnętrzne w lewej nodze... - Nie może się pozbierać. - A to wszystko moja wina.
     Widzę spływającą łzę po jego policzku. Wycieram ją i dłonią muskam jego twarz.
   - Przez ten wypadek mogłem cię stracić, rozumiesz? - kolejne łzy wypływają z jego oczu.
     Widać, że jest zdruzgotany. Czekam jednak na kolejną jego wypowiedź.
   - Jestem idiotą. Przepraszam Jason, wybacz mi... - Nie wytrzymuje i z jego oczu leci potok łez.
     Zaczynam szeptać, żeby się uspokoił. Przytulam go mocno do siebie, ignorując ból w lewej nodze. Kiedy Percy zaczyna oddychać równomiernie i ewidentnie się uspokaja, podnoszę go i patrzę mu w oczy.
   - To nie była Twoja wina. To sprawa tego kierowcy, który jeździł jak pijany po drodze. - Wyjaśniam. - Nie zostawiłbym cię, nie umarłbym. Nieważni są lekarze, tylko wola walki chorującego. - Specjalnie robię krótką przerwę. - A ja mam o co walczyć.
     Percy uśmiecha się przez łzy. Przytula mnie znów, a ja z uczuciem bezpieczeństwa zamykam oczy i skupiam się na miłych rzeczach.
   - Wiesz może, kiedy wyjdę ze szpitala? - pytam.
     Syn Posejdona kręci głową na znak, że nie wie. Cóż, mi jest tu wygodnie, bylebym był z Percy'm.
   - Idę po lekarza. Pewnie będzie znał odpowiedź.
     Niechętnie puściłem go i przetarłem twarz. Muszę jak najszybciej dostać się do domu...

***

     Przechodzę przez próg, trzymając w jednej ręce kule, a w drugiej Percy'ego. Po tygodniu wypisali mnie ze szpitala. Patrzę na swoje mieszkanie i ogarnia mnie zachwyt. Nareszcie w domku i to nie z byle kim. Percy postanowił, że się do mnie przeprowadzi. Dostrzegam walizki w korytarzu i całuje Percy'ego z tego powodu. Jestem taki szczęśliwy.
   - Nie będziesz miał ze mną lekko... - ostrzega mnie Percy.
     Przyciągam go mocno do siebie za kołnierz koszuli i całuje namiętnie. Gdy się od niego odrywam, szepczę.
   - Ty ze mną też nie, kochasiu. 
     Obydwoje śmiejemy się i całujemy, ciesząc, że wszystkie problemy postanowiły nas opuścić na tę chwilę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I koniec. Mam nadzieję, że Four - Shot wam się spodobał :3
Zaraz jadę na 18 do brata przyrodniego, a najlepsze jest to, że zjebałam telefon. W poniedziałek jadę po zamówionego IPhone'a 6 :3 
Ehh... zaczęła się szkoła, jakby ktoś nie wiedział ;___; Chodzę do drugiej gimnazjum i powoli muszę zacząć myśleć o przyszłości. Jest tam zarezerwowany czas na pisanie ;) 
Ale mam mniej czasu na pisanie, przez szkołę. Na Jasico nie dodaję rozdziałów już prawie 3 tydzień... przepraszam. Ostatnio nie mogę się za to zabrać.
Mam nadzieję, że niedługo coś tam się pojawi. Standardowo proszę o komentarze, branie udziału w ankietach i odwiedzenia moich innych blogów. Tak btw. to dodałam informację o sobie, więc jak ktoś chce, to może sobie poczytać ;)
Pozdrawiam!
Do napisania! :3